Ceny złota wzrosły podczas poniedziałkowej sesji, pomimo wyraźnego umocnienia się dolara amerykańskiego względem większości głównych walut, ponieważ obawy geopolityczne i wybuch wojny na Bliskim Wschodzie skłoniły inwestorów do inwestowania w bezpieczne aktywa.
Ataki USA i Izraela doprowadziły do śmierci Najwyższego Przywódcy Iranu ajatollaha Alego Chameneiego. Wydarzenie to uznawane jest za punkt zwrotny w historii Islamskiej Republiki i jedno z najważniejszych wydarzeń od 1979 roku.
W odpowiedzi irańscy urzędnicy zapowiedzieli zdecydowane działania odwetowe, co wzbudziło obawy o możliwość wystąpienia szerszego konfliktu regionalnego, zwłaszcza po tym, jak w kilku miastach krajów Zatoki Perskiej usłyszano podobno eksplozje.
Prezydent USA Donald Trump powiedział w wywiadzie dla CNBC, że amerykańskie operacje wojskowe w Iranie postępują szybciej niż planowano.
Tymczasem obawy, że rosnąca automatyzacja może podważyć modele biznesowe i wywołać falę zwolnień, w dalszym ciągu budzą obawy o potencjalny wpływ na całą gospodarkę.
Trump zasugerował również „dużą falę” kolejnych ataków, nie ujawniając szczegółów, mówiąc, że spodziewa się, że „operacja irańska” potrwa od czterech do pięciu tygodni i że Stany Zjednoczone mają możliwości, aby kontynuować ją „znacznie dłużej”.
Indeks dolara amerykańskiego wzrósł o 1% do 98,6 punktów o godz. 20:32 GMT, notując najwyższy poziom sesji na poziomie 98,7 i najniższy poziom na poziomie 97,7.
Do godziny 20:33 GMT cena kontraktów terminowych na złoto wzrosła o 2% do 5354,4 USD za uncję.
Cieśnina Ormuz znów trafia na pierwsze strony gazet. Znów. Około jedna piąta globalnie sprzedawanej ropy naftowej przepływa przez ten wąski szlak wodny między Omanem a Iranem. I po raz kolejny napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie zamieniły ten wąski punkt przecięcia w zawór bezpieczeństwa dla całej globalnej gospodarki. Składki ubezpieczeniowe rosną. Tankowce wahają się. Handlowcy wstrzymują oddech. Politycy pędzą na podium.
A Europa zastanawia się, dlaczego rachunki za energię rosną.
Jest coś głęboko frustrującego w tym momencie – nie dlatego, że jest nieoczekiwany, ale dlatego, że jest całkowicie przewidywalny. W ostatnich latach wielokrotnie pisałem o strukturalnej podatności Europy na import paliw kopalnych. Nie tylko na „import” w ogóle, ale na import, który przechodzi przez wąskie punkty kontrolne kontrolowane, bezpośrednio lub pośrednio, przez reżimy i struktury władzy, które niekoniecznie podzielają europejską stabilność polityczną, przejrzystość regulacji czy strategiczne interesy. Cieśnina Ormuz nie jest czarnym łabędziem. Jest powracającą postacią w historii, której nie chcemy zakończyć.
Zależność to nie los – to polityka
Europa importuje większość swojego zapotrzebowania na ropę i gaz. Tę rzeczywistość często ujmuje się jako przeznaczenie geograficzne. To nie przeznaczenie, to polityka. Przez dekady priorytetem była krótkoterminowa efektywność kosztowa, a nie długoterminowa odporność. Zbudowaliśmy system energetyczny zależny od cząsteczek przemieszczających się tysiące kilometrów, przecinających wąskie szlaki morskie, rurociągów przebiegających przez politycznie wrażliwe terytoria oraz relacji umownych, które mogą ulec zmianie w wyniku wyborów, rewolucji lub sankcji.
Kiedy te szlaki się trzęsą, nasze gospodarki również. Ostatnie faktyczne zamknięcie lub poważne zakłócenie żeglugi przez Ormuz ponownie obnaża tę podatność. Tankowce zmieniają trasy. Rynki kontraktów terminowych gwałtownie rosną. Rządy się spieszą. I niemal natychmiast powracają znane reakcje.
Znany podręcznik paniki
W Holandii wznowiono ciche dyskusje na temat ponownego otwarcia złoża gazu w Groningen. Na Morzu Północnym nasilają się apele o rozszerzenie poszukiwań ropy naftowej i gazu. W całej Europie zwrot „bezpieczeństwo energetyczne” zaczyna funkcjonować jako synonim „więcej wierceń”.
Poczekajcie kilka tygodni, a ktoś niechybnie krzyknie „gaz łupkowy!” w korytarzu w Brukseli, jakby geologia Europy i akceptacja społeczna uległy nagłej zmianie z dnia na dzień.
Widzieliśmy to już wcześniej. Po każdym kryzysie – sporach o dostawy, wojnach, sabotażu rurociągów – mamy tendencję do podwajania wysiłków w tym samym systemie, który pierwotnie stworzył kruchość.
Ale bądźmy szczerzy: nawet gdybyśmy wydobyli każdą pozostałą kroplę z Morza Północnego i Groningen, Europa pozostałaby strukturalnie uzależniona od importowanej ropy. Jeśli globalne ceny wzrosną z powodu Ormuzu, krajowa produkcja europejska nie ochroni magicznie konsumentów przed globalną dynamiką cen. Ropa naftowa ma globalne ceny. Gaz również w coraz większym stopniu. Jesteśmy zależni nie tylko od wielkości podaży, ale także od systemu cen kształtowanego przez globalną niestabilność.
Kaprysy, siłacze i zmienność rynku
Kiedy Twój rachunek za energię zależy od bezpiecznego przepłynięcia tankowca przez cieśninę o szerokości 33 kilometrów, nie masz suwerenności energetycznej. Jesteś narażony. Narażony na konflikty regionalne. Narażony na sankcje. Narażony na przywódców, których priorytety krajowe mogą nie być zgodne ze stabilnością gospodarczą Europy.
Nie chodzi tu o demonizowanie żadnego konkretnego kraju. Chodzi o uznanie strukturalnej rzeczywistości: gospodarki importujące paliwa kopalne pozostają podatne na wstrząsy geopolityczne, zwłaszcza gdy łańcuchy dostaw zbiegają się w newralgicznych punktach.
A jednak decydenci często są zaskoczeni, gdy punkty newralgiczne zachowują się jak punkty newralgiczne. Dlaczego wciąż o tym zapominamy?
Odnawialne źródła energii: nie tylko polityka klimatyczna, ale i strategia
Dyskusja musi wyjść poza retorykę klimatyczną. Odnawialne źródła energii to nie tylko emisje, ale i izolacja. Energia wiatrowa i słoneczna nie przepływają przez Ormuz.
Elektrony nie gromadzą się w kolejkach w wąskich korytarzach morskich. Zróżnicowany, zelektryfikowany system oparty na lokalnej generacji jest strukturalnie mniej narażony na naciski geopolityczne i niestabilność regionalną.
Oczywiście, odnawialne źródła energii wymagają materiałów, produkcji, sieci, magazynowania i łańcuchów dostaw. Nie są one neutralne geopolitycznie. Jednak natura ich podatności na zagrożenia jest zasadniczo inna.
Zamiast koncentrować ryzyko w kilku korytarzach morskich i regionach produkcyjnych, systemy OZE dystrybuują wytwarzanie energii geograficznie. Przenoszą zależność z ciągłego importu paliw na infrastrukturę i łańcuchy dostaw materiałów – łańcuchy, które można dywersyfikować i strategicznie zarządzać.
Nie rezygnuj z globalizacji – napraw ją
To nie jest argument za izolacjonizmem. Europa nie może i nie powinna dążyć do pełnej samowystarczalności. Handel globalny pozostaje niezbędny. Możemy jednak mądrzej wybierać nasze zależności.
Zamiast w dużym stopniu polegać na niestabilnych wąskich gardłach paliw kopalnych, Europa powinna przyspieszyć współpracę z opartymi na zasadach, wiarygodnymi partnerami w zakresie technologii odnawialnych, przetwarzania materiałów krytycznych, handlu wodorem i czystych łańcuchów wartości przemysłowych.
Wzmacniaj więzi z sąsiednimi regionami bogatymi w potencjał energii słonecznej i wiatrowej. Rozwijaj wspólne sieci energetyczne. Inwestuj we wspólną produkcję. Buduj strategiczne rezerwy materiałów krytycznych. Twórz redundancję. Globalizacja nie jest wrogiem; wrogiem jest niezrównoważona zależność od jednego szlaku.
Prawdziwy koszt opóźnienia
Za każdym razem, gdy Ormuz destabilizuje rynki, płacimy podwójnie: po pierwsze poprzez wyższe ceny i niepewność gospodarczą, a po drugie poprzez panikę polityczną, która popycha nas w stronę krótkoterminowych rozwiązań opartych na paliwach kopalnych zamiast zmian strukturalnych.
Ponowne otwarcie złóż gazu podważa zaufanie publiczne. Przedłużanie koncesji na poszukiwania blokuje infrastrukturę na dekady. Rozbudzanie fantazji o łupkach odwraca uwagę od skalowalnych rozwiązań. A mimo to, podstawowa podatność pozostaje nienaruszona.
Transformacja energetyczna jest często przedstawiana jako kosztowna i destrukcyjna. Ale jaki jest koszt powtarzającej się ekspozycji geopolitycznej? Jaki jest koszt planowania przemysłowego opartego na zmiennych czynnikach? Jaki jest koszt strategicznej kruchości? Odporność ma swoją cenę. Zależność również.
Ten kryzys nie jest zaskoczeniem – jest przypomnieniem
Cieśnina Ormuz robi to, co zawsze: przypomina nam, że uzależnienie od paliw kopalnych to nie tylko problem środowiskowy, ale i obciążenie geopolityczne. Nie możemy twierdzić, że tego nie przewidzieliśmy. Wielokrotnie obserwowaliśmy to w przypadku zakłóceń w żegludze, sporów o rurociągi, sankcji i konfliktów regionalnych.
Jedyne, co zaskakuje, to to, jak szybko zapominamy.
Jeśli Europa chce prawdziwego bezpieczeństwa energetycznego, musi przyspieszyć elektryfikację, rozwój odnawialnych źródeł energii, magazynowanie, rozbudowę sieci i krajowych mocy przemysłowych. Musi budować odporne łańcuchy dostaw z zaufanymi partnerami. Musi ograniczać narażenie na niestabilne wąskie gardła w dostawach paliw kopalnych, a nie tylko nieco lepiej nimi zarządzać.
Każdy kryzys wystawia na próbę to, czy wyciągnęliśmy wnioski z poprzedniego.
Ormuz znów nas testuje. Pytanie jest proste: czy w końcu potraktujemy przyspieszenie rozwoju odnawialnych źródeł energii jako strategiczną konieczność, a nie tylko ambicję klimatyczną?
Czy będziemy czekać na kolejne zamknięcie, żeby sobie przypomnieć, i tym razem będzie za późno?
Amerykańskie indeksy giełdowe spadły w poniedziałkowej sesji handlowej na skutek obaw geopolitycznych na Bliskim Wschodzie związanych z eskalacją działań wojennych między Stanami Zjednoczonymi a Iranem.
Jak podają źródła, amerykańsko-izraelskie ataki doprowadziły do zabójstwa irańskiego przywódcy ajatollaha Alego Chameneiego. Wydarzenie to uznawane jest za punkt zwrotny w historii Islamskiej Republiki i jedno z najważniejszych wydarzeń od 1979 r.
W odpowiedzi irańscy urzędnicy zapowiedzieli zdecydowane represje, co wzbudziło obawy, że konflikt może rozprzestrzenić się na cały region, szczególnie w świetle doniesień o eksplozjach w wielu miastach krajów Zatoki Perskiej.
Prezydent USA Donald Trump powiedział w wywiadzie dla CNBC, że amerykańskie operacje wojskowe w Iranie postępują szybciej niż planowano.
Analitycy uważają, że kierunek cen ropy naftowej będzie zależał od tego, czy walki doprowadzą do zakłóceń w żegludze przez Cieśninę Ormuz – najpoważniejszy na świecie punkt krytyczny dla przepływu ropy naftowej. Jakiekolwiek długotrwałe zakłócenia w tym miejscu mogłyby silnie wpłynąć na globalne rynki energii i ponownie zaostrzyć presję inflacyjną.
Tymczasem obawy, że rosnąca automatyzacja może podważyć modele biznesowe i wywołać falę zwolnień, nadal rzucają cień na szersze perspektywy gospodarcze.
Jeśli chodzi o wyniki handlowe, indeks Dow Jones Industrial Average spadł o 0,5% (około 265 punktów) do 48 713 punktów o godzinie 16:36 GMT. Szerszy indeks S&P 500 spadł o 0,4% (około 27 punktów) do 6851 punktów, a Nasdaq Composite spadł o 0,2% (około 45 punktów) do 22 618 punktów.
Ceny aluminium wzrosły w poniedziałek do najwyższego poziomu od ponad miesiąca, po tym jak ataki USA i Izraela na Iran wywołały obawy o eskalację napięć na Bliskim Wschodzie — jednym z głównych regionów wydobycia tego metalu na świecie.
Cena referencyjna kontraktu na aluminium na London Metal Exchange wzrosła o 3,1% do 3236 dolarów za tonę metryczną o godz. 10:50 GMT, po osiągnięciu poziomu 3254 dolarów, najwyższego od 29 stycznia.
Inwestorzy uważnie śledzą rozwój sytuacji dotyczącej żeglugi przez Cieśninę Ormuz, ważny szlak handlowy dla towarów, który uległ zakłóceniu w następstwie irańskich ataków na amerykańskie bazy wojskowe w regionie.
Neil Welsh z Britannia Global Markets powiedział, że metale nieszlachetne ogólnie rosły w handlu porannym, przy czym aluminium zyskiwało na czele, na co wskazują obawy, że kluczowe szlaki dostaw dla producentów z Bliskiego Wschodu mogą zostać zakłócone przez konflikt w regionie odpowiadającym za znaczną część światowej produkcji.
Dodał, że region ten odpowiada za około 9% światowej produkcji aluminium, zauważając, że ceny zwykle reagują wrażliwie na rosnące napięcia regionalne.
Według danych Międzynarodowego Instytutu Aluminium, globalna produkcja aluminium pierwotnego osiągnęła w zeszłym roku około 75 milionów ton. Większość aluminium produkowanego na Bliskim Wschodzie jest eksportowana do Stanów Zjednoczonych i Europy.
Analitycy Citi zauważyli, że ZEA są największym producentem aluminium w regionie i że niemal wszystkie dostawy — z wyjątkiem eksportu z Sohar Aluminium w Omanie — przechodzą przez Cieśninę Ormuz.
Tymczasem Tom Price, analityk rynku surowcowego Panmure Liberum, ostrzegał, że przedłużający się konflikt na Bliskim Wschodzie może spowodować znaczny wzrost cen ropy naftowej, co może mieć negatywny wpływ na globalny wzrost gospodarczy i osłabić popyt przemysłowy.
Na innych rynkach metali cena miedzi wzrosła o 0,2% do 13 370 dolarów za tonę, cynku o 1% do 3 351 dolarów, ołowiu o 0,6% do 1 974 dolarów, cyny o 1,1% do 57 105 dolarów, a niklu o 1,1% do 17 645 dolarów za tonę.