Ceny ropy naftowej gwałtownie spadły we wtorek po tym, jak prezydent USA Donald Trump powiedział, że spodziewa się rychłego zakończenia wojny na Bliskim Wschodzie, co może oznaczać potencjalne złagodzenie napięć geopolitycznych, które zakłócały przepływy ropy naftowej.
Straty ropy naftowej pogłębiły się później tego samego dnia po tym, jak sekretarz energii USA Chris Wright napisał na X, że siły morskie USA eskortowały ładunek ropy przez Cieśninę Ormuz, aby zapewnić jego bezpieczne przejście; później Wright usunął ten wpis.
Tymczasem Międzynarodowa Agencja Energetyczna zaapelowała o zwołanie nadzwyczajnego spotkania państw członkowskich w celu omówienia możliwości uwolnienia części ich strategicznych rezerw ropy naftowej.
Na giełdzie notowania kontraktów terminowych na ropę Brent z dostawą w maju spadły o 11,28%, czyli 11,16 USD, do poziomu 87,80 USD za baryłkę.
Kontrakty terminowe na ropę naftową Nymex z dostawą w kwietniu również spadły o 11,94%, czyli o 11,32 USD, zamykając się na poziomie 83,45 USD za baryłkę.
Długotrwałe napięcia na Bliskim Wschodzie nie tlą się już pod powierzchnią; przekształciły się w konflikt na wielu frontach, niespotykany w regionie od czasów wojny sześciodniowej z 1967 roku, z Iranem w centrum eskalacji. Siły USA i Izraela prowadzą ciągłą kampanię przeciwko terytorium Iranu, infrastrukturze dowódczej i aktywom milicji na aktywnych frontach. Jednak Iran i jego sieć milicji nadal reagują – od wystrzeliwania pocisków po zakłócenia w żegludze morskiej – pomimo znacznych strat i spadku zdolności operacyjnych.
W Waszyngtonie prezydent USA Donald Trump przedstawił cztery jasne cele wojny z Iranem, a obecna kampania ma potrwać około czterech tygodni. Iran ma jednak inną wizję. Prawdziwym pytaniem jest teraz, jak będzie ewoluował ten cykl eskalacji i jaki wpływ może on mieć na rynki energii.
Na początku konfliktu Trump jasno określił cztery cele, które chce osiągnąć poprzez działania USA przeciwko Iranowi i jego milicjom. Wymienione cele zaczynają się od uniemożliwienia Iranowi zbudowania arsenału nuklearnego, następnie podważenia i zniszczenia jego arsenału rakietowego i zdolności produkcyjnych. Następnie nastąpi zmiana reżimu, a na końcu zaprzestanie finansowania i dozbrajania milicji. Każdy członek jego gabinetu poparł te cele.
Poza celami wojennymi USA, większość analityków przeoczyła fakt, że wiele z nich zostało uwzględnionych we wstępnej wersji porozumienia nuklearnego między Barackiem Obamą a Iranem, znanego jako Wspólny Kompleksowy Plan Działania (JCPOA), negocjowanego w latach 2013-2015. Wyjątkiem był wyraźny termin „zmiana reżimu”, choć był on domyślnie osadzony w środkach mających na celu demontaż kluczowych mechanizmów, które Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) wykorzystywał do finansowania siebie i swoich milicji. IRGC jest główną organizacją, której zadaniem jest ochrona zasad rewolucji islamskiej z 1979 roku w kraju i propagowanie ich poprzez sieci milicji.
Podstawowym mechanizmem ograniczania finansowania było zmuszenie Iranu do przestrzegania wymogów Grupy Specjalnej ds. Przeciwdziałania Praniu Pieniędzy (FATF). Celem Stanów Zjednoczonych było zneutralizowanie IRGC w sposób, który ostatecznie umożliwiłby jego włączenie do regularnej armii Iranu, znanej jako Artesh, jak opisano w niedawno wydanej książce autora na temat nowego globalnego porządku rynków ropy naftowej. Wiele z tych postanowień zostało usuniętych z ostatecznego JCPOA przed jego podpisaniem 14 lipca 2015 roku. Kiedy Trump zdecydował się jednostronnie wycofać z JCPOA w 2018 roku, powołał się na pierwotny projekt Obamy jako podstawę do renegocjacji.
Trump jasno dał do zrozumienia, że zmiana reżimu jest jednym z czterech głównych celów – co irańskie kierownictwo i Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) rozumiały od samego początku. Biorąc pod uwagę egzystencjalny charakter konfliktu, szanse na osiągnięcie sensownego porozumienia w drodze negocjacji między Republiką Islamską i Korpusem Strażników Rewolucji Islamskiej z jednej strony a Stanami Zjednoczonymi i Izraelem z drugiej strony pozostają niezwykle nikłe.
David Petraeus, były generał USA i dyrektor CIA, potwierdził, że śmierć byłego Najwyższego Przywódcy Alego Chameneiego i kilku wysokich rangą dowódców Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) nie podważa ciągłości operacyjnej Republiki Islamskiej ani sił chroniących reżim. Podkreślił, że wysoce zorganizowana i uzbrojona struktura licząca około miliona żołnierzy nadal działa, w tym około 200 000 członków milicji Basidż, 200 000 w jednostkach policji krajowej i Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej oraz około 400 000 żołnierzy regularnej armii Iranu (Artesz), co sprawia, że kontrola nad Iranem jest niezwykle trudna.
Co więcej, potencjalna zmiana reżimu nie ma wiarygodnego, alternatywnego przywódcy. Reza Pahlawi, wygnany syn byłego szacha, który mieszka w Stanach Zjednoczonych, cieszy się ograniczonym poparciem w Iranie.
Według europejskiego źródła bezpieczeństwa bliskiego Unii Europejskiej, szersza strategia Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) polega na dalszym „nękaniu” Stanów Zjednoczonych i Izraela poprzez ciągłe ataki, aż oba kraje uznają, że osiągnęły wystarczające cele, aby się wycofać, nawet bez zmiany reżimu. Strategia ta obejmuje utrzymanie skutecznego zamknięcia głównych szlaków przesyłu ropy naftowej i skroplonego gazu ziemnego przez cieśninę Ormuz i cieśninę Bab el-Mandab.
Chociaż administracja Trumpa zaproponowała plan zabezpieczenia Cieśniny Ormuz – przez którą przepływa około jedna trzecia światowej ropy naftowej i około jedna piąta globalnego LNG – wciąż nie ma harmonogramu zapewnienia bezpiecznego przepływu tankowcom. Zaledwie w zeszłym roku Korpus Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) zakończył przygotowania wojskowe do zamknięcia cieśniny, jeśli zajdzie taka potrzeba, przy użyciu pocisków przeciwokrętowych, szybkich kutrów szturmowych i morskich pól minowych w Zatoce Perskiej. Przeprowadził również ćwiczenia z wykorzystaniem taktyki „ataku roju” z użyciem dronów i statków, według źródeł europejskich. Podobna broń mogłaby zostać użyta do zakłócenia żeglugi w pobliżu Cieśniny Bab el-Mandab, która łączy zachodnie wybrzeże Jemenu – kontrolowane przez wspierane przez Iran milicje Huti – ze wschodnimi wybrzeżami Dżibuti i Erytrei przed wpłynięciem do Morza Czerwonego.
Oprócz tych środków, Iran prawdopodobnie zintensyfikuje ataki na sojuszników USA w regionie, w szczególności na Arabię Saudyjską. W zeszłym tygodniu doszło do kilku ataków dronów na rafinerię Ras Tanura – największą rafinerię Arabii Saudyjskiej o wydajności około 550 000 baryłek dziennie. Większość dronów została przechwycona, a rafineria została tymczasowo zamknięta w ramach środków ostrożności. Zakład ten i inne prawdopodobnie pozostaną celami przyszłych ataków, mających na celu powtórzenie ogromnego wpływu ataków Hutich z 2019 roku na saudyjskie zakłady Abqaiq i Khurais, które wówczas odpowiadały za około 50% saudyjskiej produkcji ropy naftowej, czyli około 5% globalnego podaży. Ataki te spowodowały natychmiastowy wzrost światowych cen ropy naftowej o nawet 20% i były jednymi z najpoważniejszych ataków na infrastrukturę energetyczną w historii nowożytnej.
Europejskie źródło dodało, że irańskie operacje wojskowe, mierzone w skali od zera do dziewięciu pod względem ogólnej zdolności, nie przekroczyły jeszcze poziomu drugiego.
Rosnące ceny ropy naftowej mają również bezpośredni i potencjalnie szkodliwy wpływ na gospodarkę USA i ambicje polityczne prezydenta, co prawdopodobnie wpłynie na kalkulacje Trumpa w obliczu zbliżających się wyborów uzupełniających 3 listopada. Według Banku Światowego, „niewielkie zaburzenie” w globalnych dostawach ropy naftowej – od 500 000 do 2 milionów baryłek dziennie – mogłoby spowodować wzrost cen o 3–13%. „Umiarkowane zaburzenie” na poziomie 3–5 milionów baryłek dziennie mogłoby spowodować wzrost cen o 21–35%. „Poważne zaburzenie” na poziomie 6–8 milionów baryłek dziennie, podobne do kryzysu naftowego z 1973 roku, mogłoby spowodować wzrost cen o 56–75%.
Ceny aluminium spadły we wtorek pod presją realizacji zysków po komentarzach prezydenta USA Donalda Trumpa sugerujących, że wojna na Bliskim Wschodzie może się szybko zakończyć, co złagodziło obawy o zakłócenia w dostawach.
Cena referencyjna trzymiesięcznego kontraktu na aluminium na London Metal Exchange spadła o 1,2% do 3343 dolarów za tonę metryczną o godz. 10:30 GMT.
W poniedziałek kontrakt osiągnął najwyższy poziom od marca 2022 r., wynosząc 3544 USD, na skutek rosnących obaw, że kolejne huty w Zatoce Perskiej mogą zostać zamknięte z powodu braku możliwości transportu przez Cieśninę Ormuz.
W poniedziałek Trump przewidział szybkie zakończenie konfliktu z Iranem, ostrzegając jednocześnie, że zintensyfikuje działania militarne, jeśli Teheran podejmie próbę zablokowania dostaw ropy.
Cena aluminium spadła wcześniej o 3,5% podczas wtorkowej sesji.
Nitesh Shah, strateg ds. surowców w WisdomTree, powiedział: „Nie jestem pewien, czy wszyscy w pełni zdają sobie sprawę, jak trudno jest ponownie uruchomić hutę aluminium po jej zamknięciu. To wymaga czasu, a dzieje się to w momencie, gdy rynki aluminium są już stosunkowo napięte”. Dodał: „Nie sądzę, aby ceny aluminium miały się szybko załamać, zwłaszcza że niewielka nadwyżka spodziewana w 2026 roku prawdopodobnie przekształci się teraz w deficyt”.
W Azji, gdzie wzrosły ceny spot aluminium, wydano wniosek o wycofanie 98 150 ton aluminium z magazynów London Metal Exchange w Port Klang w Malezji, co wskazuje, że inwestorzy starają się wykorzystać niedobór metalu. Ilość ta stanowi 21,7% aluminium obecnie przechowywanego w systemie magazynowym LME.
Tymczasem ceny miedzi wzrosły o 1,2% do 13 103,50 USD za tonę. Shah powiedział: „Jakiekolwiek oznaki złagodzenia napięć mogą zwiększyć optymizm co do koniunktury, dlatego miedź znajduje dziś wsparcie”. Dane pokazały również, że import miedzi do Chin spadł o 16,1% w ciągu pierwszych dwóch miesięcy roku.
Cynk odnotował największy wzrost, rosnąc o 1,3% do 3370 dolarów z powodu wyższych cen energii elektrycznej, podczas gdy cena niklu pozostała bez zmian, nieznacznie rosnąc o 0,2% do 17 515 dolarów. Ołów zyskał 0,1% do 1938,50 dolarów, a cyna spadła o 0,8% do 50 030 dolarów.
Rynek kryptowalut przeżywa dziś nową falę popytu po tym, jak Bitcoin odzyskał poziom 70 000 dolarów, co oznacza jedno z najsilniejszych dziennych odbić w tym tygodniu. Wzrost wartości aktywów cyfrowych zbiegł się z pojawieniem się pierwszych oznak poprawy globalnej sytuacji gospodarczej.
Cena ropy Brent ostatnio gwałtownie wzrosła z powodu napięć geopolitycznych, ale obecnie spadła poniżej 85 dolarów za baryłkę, co złagodziło obawy o inflację, które ciążyły na rynkach finansowych.
Wraz ze spadkiem cen ropy, aktywa wysokiego ryzyka na rynkach światowych zaczęły się stabilizować. Bitcoin szybko podążył za tym trendem, odbijając się od dziennego minimum w okolicach 67 000 dolarów, a następnie ponownie rosnąc w kierunku 70 000 dolarów. Dla inwestorów ten ruch podkreśla rosnący związek między aktywami cyfrowymi a globalnymi trendami makroekonomicznymi.
Dlaczego spadające ceny ropy wpływają na kryptowaluty
Ceny ropy naftowej odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu globalnych oczekiwań inflacyjnych i zaufania inwestorów. Gwałtowny wzrost cen energii zazwyczaj nasilają obawy o inflację, co skłania banki centralne do zaostrzenia polityki pieniężnej i ograniczenia płynności na rynkach finansowych.
W takich warunkach aktywa wrażliwe na ryzyko, takie jak kryptowaluty, często mają trudności z generowaniem zysków.
Jednak ostatni spadek cen ropy naftowej może sygnalizować odwrotną dynamikę. Wraz ze spadkiem cen ropy Brent poniżej 85 dolarów za baryłkę, presja inflacyjna może zacząć ustępować, co potencjalnie poprawi zaufanie inwestorów i zwiększy popyt na aktywa ryzykowne, takie jak akcje spółek technologicznych i kryptowaluty.
Historycznie rzecz biorąc, okresy spadku cen towarów często zbiegały się z odbudową dynamiki na rynkach aktywów cyfrowych.
Perspektywy i kluczowe poziomy dla Bitcoina
Odbicie Bitcoina powyżej 70 000 USD stanowi istotny krok na rynku, ponieważ poziom ten stanowi kluczową barierę psychologiczną dla traderów. Odbicie tego progu sugeruje, że kupujący próbują odzyskać kontrolę po kilku sesjach ruchu bocznego.
Jeśli wzrostowa dynamika się utrzyma, analitycy uważają, że Bitcoin może wkrótce przetestować strefę oporu między 72 000 a 74 000 dolarów, czyli poziom, który wcześniej ograniczał wzrosty cen. Wybicie powyżej tego przedziału może otworzyć drogę do 75 000 dolarów, co jest ważnym celem wzrostowym w obecnej strukturze rynku.
Z drugiej strony, poziom 68 000 dolarów pozostaje ważną strefą wsparcia. Utrzymanie się powyżej tego poziomu utrzymałoby szerszy trend wzrostowy w najbliższej przyszłości.
Altcoiny stabilizują się w miarę poprawy nastrojów na rynku
Wzrost ceny Bitcoina zaczął już wpływać na szerszy rynek kryptowalut, a wiele altcoinów ustabilizowało się po okresie zmienności, co wskazuje na względną poprawę nastrojów inwestorów.
Traderzy twierdzą, że zmniejszenie presji ekonomicznej ze strony rynku ropy naftowej pomogło zmniejszyć awersję do ryzyka związanego z aktywami cyfrowymi. Chociaż niepewność nadal utrzymuje się na rynkach globalnych, spadające ceny energii mogą zapewnić tymczasowe wsparcie dla kryptowalut, jeśli ten trend się utrzyma.
Perspektywy dla rynku kryptowalut
Na razie rynek aktywów cyfrowych wydaje się pozytywnie reagować na poprawiające się wskaźniki makroekonomiczne. Utrzymujące się obroty powyżej poziomu 70 000 dolarów mogą wzmocnić nastroje bycze, a utrzymujące się niskie ceny ropy naftowej mogą złagodzić obawy o inflację.
Inwestorzy prawdopodobnie będą uważnie śledzić szersze wskaźniki ekonomiczne i kluczowe poziomy techniczne, ponieważ czynniki te odgrywają coraz ważniejszą rolę w kształtowaniu kierunku rynku kryptowalut. Analitycy uważają, że kolejne sesje mogą zadecydować o tym, czy ostatnie odbicie Bitcoina przerodzi się w szerszą hossę na rynku.