W czwartek kurs bitcoina poruszał się w stosunkowo wąskim przedziale, wykazując się niezwykłą odpornością pomimo kolejnej burzliwej sesji na światowych rynkach finansowych, gdzie rosnące ceny ropy naftowej, rosnąca rentowność obligacji i odnowione obawy dotyczące inflacji wywierały presję na aktywa ryzykowne.
Podczas gdy akcje borykały się z problemami pod ciężarem wyższych cen energii i oczekiwań na zaostrzenie polityki pieniężnej, rynek kryptowalut nie chciał podążać tym samym schematem. Zamiast skapitulować, Bitcoin spędził większość sesji konsolidując się wokół poziomu około 65 000 dolarów, co sugeruje, że długoterminowi nabywcy nadal absorbują presję sprzedaży, nawet w obliczu narastającej niepewności makroekonomicznej.
Cena
Według najnowszych danych rynkowych kurs bitcoina oscylował w okolicach 65 700 dolarów, utrzymując się blisko najwyższych poziomów w tym tygodniu, po krótkim przetestowaniu górnego limitu ostatniego przedziału cenowego.
Ethereum pozostawało pod presją w okolicach 1900 USD, podczas gdy większość głównych altcoinów odnotowała mieszane wyniki, ponieważ inwestorzy nadal faworyzowali Bitcoina zamiast cyfrowych aktywów o wyższym ryzyku.
Bitcoin nie daje się zwieść panice
Być może najciekawszym wydarzeniem dzisiejszej sesji nie jest to, co Bitcoin zrobił, ale to, czego nie zrobił.
Cena ropy naftowej gwałtownie wzrosła do 100 dolarów za baryłkę. Rentowność obligacji skarbowych gwałtownie wzrosła. Wzmocniły się oczekiwania na kolejną podwyżkę stóp procentowych przez Rezerwę Federalną. Tradycyjnie, ta kombinacja tworzy niekorzystne środowisko dla aktywów spekulacyjnych.
Jednakże Bitcoin w dużej mierze zignorował pogarszającą się sytuację makroekonomiczną.
Ta odporność sugeruje, że inwestorzy coraz częściej traktują Bitcoina inaczej niż resztę rynku kryptowalut. Zamiast zachowywać się jak akcje technologiczne o wysokiej becie, największa na świecie kryptowaluta zaczyna przypominać bardziej dojrzałe makroaktywo – takie, które jest w stanie przetrwać okresy napięć finansowych bez natychmiastowego załamania.
Podstawą pozostaje popyt instytucjonalny
Jednym z powodów tej odporności jest w dalszym ciągu zaangażowanie instytucjonalne.
Popyt na ETF-y na Bitcoina pozostał stosunkowo wysoki pomimo niestabilności rynków światowych, co pomogło zrównoważyć okresy realizacji zysków przez inwestorów krótkoterminowych.
W przeciwieństwie do poprzednich cyklów kryptowalutowych, które w dużej mierze opierały się na entuzjazmie detalicznym, dzisiejszy rynek wydaje się być w coraz większym stopniu wspierany przez kapitał długoterminowy, który jest skłonny do akumulacji w okresach niepewności, zamiast gonić za impulsem.
Reszta kryptowalut opowiada inną historię
Stabilność Bitcoina nie jest w pełni podzielana przez cały rynek aktywów cyfrowych.
Ethereum i kilka dużych altcoinów nie zdołało dorównać odporności Bitcoina, co odzwierciedla ostrożniejsze podejście do aktywów o wyższej zmienności i większym uzależnieniu od kapitału spekulacyjnego.
Ta rozbieżność staje się jednym z charakterystycznych motywów współczesnego rynku.
Gdy zaufanie inwestorów słabnie, pieniądze nie odchodzą już całkowicie od kryptowalut. Zamiast tego, kierują się w stronę Bitcoina, jednocześnie odpływając z bardziej ryzykownych tokenów.
Ten schemat przypomina tradycyjny świat finansów, gdzie inwestorzy często przechodzą z mniejszych, wzrostowych spółek na duże, defensywne przedsiębiorstwa w okresach niepewności.
Ropa naftowa może stać się kolejnym wyzwaniem dla kryptowalut
Ironią jest to, że jedno z największych zagrożeń dla Bitcoina może teraz pochodzić spoza ekosystemu aktywów cyfrowych.
Gwałtowny wzrost cen ropy naftowej rozbudził obawy, że inflacja może utrzymać się na wysokim poziomie dłużej, niż wcześniej przewidywały banki centralne.
Jeśli droga energia zmusi Rezerwę Federalną do utrzymania restrykcyjnej polityki pieniężnej — lub nawet jej dalszego zaostrzenia — koszt kapitału będzie nadal rósł na rynkach finansowych.
Takie otoczenie zwykle ogranicza płynność, przez co trudniej jest pozyskać nowych, agresywnych nabywców aktywom o wysokiej wartości, w tym kryptowalutom.
Innymi słowy, Bitcoin nie jest już walutą wyłącznie dla kryptowalut. Coraz częściej jest przedmiotem obrotu w ramach tych samych ram makroekonomicznych, które wpływają na akcje, obligacje i kursy walut.
Dlaczego konsolidacja może być bycza
Niektórzy inwestorzy uważają, że ostatni boczny ruch Bitcoina jest oznaką słabnącej dynamiki.
Inna interpretacja jest równie prawdopodobna.
Rynki, które nie chcą spaść pomimo ciągłego napływu negatywnych informacji, często ujawniają ukrytą siłę nabywczą.
Po tym, jak Bitcoin poradził sobie z obawami dotyczącymi wyższych cen ropy naftowej, wyższej rentowności obligacji skarbowych i odnowionych napięć geopolitycznych, nie doświadczając przy tym poważnego załamania, może on po prostu budować mocniejsze fundamenty przed podjęciem próby wykonania kolejnego ruchu kierunkowego.
Konsolidacja nie zawsze jest oznaką słabości.
Czasami jest to odzwierciedlenie cichego transferu własności rynku z rąk niecierpliwych traderów do długoterminowych inwestorów.
Perspektywy Bitcoina
Rynek kryptowalut nadal jest uwięziony pomiędzy dwiema potężnymi siłami.
Z jednej strony popyt instytucjonalny w dalszym ciągu zapewnia wsparcie, a jednocześnie Bitcoin wykazuje niezwykłą zdolność do amortyzowania wstrząsów makroekonomicznych.
Z drugiej strony wyższe ceny energii, ciągłe ryzyko inflacji i oczekiwania dotyczące bardziej restrykcyjnej polityki pieniężnej zagrażają odpływowi płynności z globalnych rynków finansowych.
Jeśli Bitcoinowi uda się utrzymać cenę powyżej połowy 65 000 dolarów, podczas gdy globalne nastroje dotyczące ryzyka pozostają niepewne, zaufanie do obecnego ożywienia prawdopodobnie wzrośnie.
Zdecydowane przełamanie trendu wzrostowego może zachęcić do napływu nowych środków zarówno do Bitcoina, jak i wybranych kryptowalut o dużej kapitalizacji.
Jeśli jednak obawy dotyczące inflacji będą się nadal nasilać wraz ze wzrostem cen ropy i rentowności obligacji skarbowych, szerszy rynek kryptowalut może po raz kolejny zostać zmuszony do udowodnienia, że tegoroczne ożywienie gospodarcze opiera się na czymś więcej niż tylko dużej płynności.
Na razie Bitcoin robi coś, co często ma większe znaczenie niż osiąganie nowych szczytów — odmawia osiągania nowych minimów, podczas gdy reszta świata finansów staje się coraz bardziej nerwowa.
Ceny ropy naftowej wzrosły w czwartek do najwyższego poziomu od prawie dwóch miesięcy, a cena ropy Brent na krótko przekroczyła 100 dolarów za baryłkę. Ataki na saudyjskie tankowce otworzyły nowy, niebezpieczny front w konflikcie na Bliskim Wschodzie.
Ostatni wzrost to nie tylko kolejna emocjonalna reakcja na geopolityczne nagłówki. Odzwierciedla on głębszą i bardziej niepokojącą zmianę na rynku: inwestorzy nie obawiają się już zakłóceń na jednym kluczowym szlaku żeglugowym. Teraz mierzą się z możliwością, że zagrożenia mogą jednocześnie dotknąć zarówno Cieśninę Ormuz, jak i cieśninę Bab el-Mandab, ograniczając dwa główne szlaki morskie wykorzystywane do przesyłu energii z Bliskiego Wschodu do reszty świata.
Cena
Ceny kontraktów terminowych na ropę Brent wzrosły o około 6%, zbliżając się do 100 dolarów za baryłkę według najnowszych danych rynkowych, po osiągnięciu poziomu około 100,28 dolarów podczas sesji, co stanowi najwyższy poziom od końca maja.
Cena amerykańskiej ropy West Texas Intermediate wzrosła o ponad 5% do około 91,40 dolarów za baryłkę, przekraczając granicę 90 dolarów po raz pierwszy od 11 czerwca.
Oba indeksy kontynuowały wzrosty piątą sesję z rzędu, jednak czwartkowy wzrost był znacznie bardziej agresywny niż poprzednie, co wskazuje, że rynek zaczął wyceniać szersze i bardziej bezpośrednie zagrożenie dla fizycznych dostaw.
Drugi punkt zapalny wkracza do konfliktu
Demonstracje nasiliły się po tym, jak jemeńscy Huti ogłosili atak na dwa saudyjskie tankowce na Morzu Czerwonym. Jeden ze statków miał zapalić się w pobliżu cieśniny Bab el-Mandab.
Ten szlak wodny znajduje się przy południowym wejściu do Morza Czerwonego i umożliwia dostęp do Kanału Sueskiego, co czyni go jednym z najważniejszych szlaków handlowych łączących dostawy energii z Bliskiego Wschodu i Azji z Europą.
Jego znaczenie drastycznie wzrosło, ponieważ Cieśnina Ormuz, główny szlak eksportowy dla producentów z Zatoki Perskiej, funkcjonuje już w warunkach poważnych zakłóceń na skutek zaostrzającego się konfliktu pomiędzy USA i Iranem.
Do tej pory zdolność Arabii Saudyjskiej do przekierowania części eksportu ropy w kierunku Morza Czerwonego stanowiła ważny wentyl bezpieczeństwa dla rynku. Ataki podważyły to założenie.
Niebezpieczeństwo nie polega już tylko na tym, że jedna trasa może stać się zawodna. Niebezpieczeństwo polega na tym, że trasa alternatywna również może stać się niebezpieczna.
Dlaczego 100 dolarów ma znaczenie
Znaczenie przekroczenia przez ropę Brent poziomu 100 dolarów wykracza daleko poza psychologiczne znaczenie ceny trzycyfrowej.
Poniżej tego progu rządy i banki centralne nadal mogą postrzegać wyższe ceny energii jako możliwą do opanowania premię geopolityczną. Powyżej tego progu, sytuacja zaczyna się zmieniać.
Przy cenie ropy naftowej wynoszącej 100 dolarów za baryłkę koszty transportu gwałtownie rosną, linie lotnicze muszą płacić wyższe rachunki za paliwo, producenci płacą więcej za energię i surowce, a gospodarstwa domowe są zmuszone przeznaczać większą część swoich dochodów na benzynę, energię elektryczną i żywność.
Rezultatem jest inflacja, której banki centralne nie są w stanie łatwo kontrolować. Wyższe stopy procentowe nie są w stanie ponownie otworzyć szlaków żeglugowych ani ugasić płonącego tankowca, a mimo to decydenci mogą nadal czuć się zmuszeni do zaostrzenia polityki pieniężnej, jeśli droga ropa rozprzestrzeni się na całą gospodarkę.
To wyjaśnia, dlaczego wzrost cen ropy naftowej już wpływa na waluty, obligacje i globalne akcje. Rynek nie traktuje już konfliktu jako odosobnionej historii surowcowej. Zaczyna wyceniać możliwość ponownego globalnego szoku inflacyjnego.
Rynek wycenia ryzyko, a nie całkowite zakłócenie
Mimo gwałtownego wzrostu ceny ropy naftowej nie oznaczają jeszcze całkowitego wstrzymania eksportu z Bliskiego Wschodu.
Duże ilości ropy naftowej wciąż trafiają na rynek, rezerwy strategiczne pozostają dostępne, a producenci spoza regionu mogliby stopniowo zwiększać podaż. Obecna cena odzwierciedla zatem połączenie rzeczywistych zakłóceń i szybko rosnącej składki ubezpieczeniowej na wypadek przyszłych zdarzeń.
To rozróżnienie jest kluczowe.
Jeśli warunki żeglugowe się ustabilizują, premia geopolityczna może szybko spaść, zwłaszcza po tak gwałtownym, pięciodniowym rajdzie. Rynki ropy naftowej wielokrotnie pokazały, że ceny mogą spadać niemal tak szybko, jak rosnąć, gdy tylko obawy o natychmiastowe niedobory zaczną zanikać.
Jeśli jednak ruch tankowców przez cieśniny Ormuz i Bab el-Mandab będzie coraz bardziej ograniczony, rynek będzie musiał wyzbyć się obaw związanych z cenami i zacząć wyceniać rzeczywisty niedobór dostępnych baryłek.
Stworzyłoby to zupełnie inne środowisko.
Ukrytym problemem nie jest produkcja
Najbardziej bezpośrednim zagrożeniem dla rynku nie jest koniecznie to, czy Arabia Saudyjska, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Iran czy inni regionalni producenci będą w stanie wydobyć wystarczającą ilość ropy.
Większym problemem jest to, czy ropę tę można transportować bezpiecznie, ubezpieczyć ją po rozsądnej cenie i dostarczyć na czas.
Beczka uwięziona za niebezpiecznym szlakiem transportowym ma niewielką wartość praktyczną dla rafinerii oddalonej o tysiące kilometrów. Oznacza to, że efektywna podaż dostępna dla konsumentów może się zmniejszyć, nawet jeśli sama produkcja pozostanie względnie stabilna.
Koszty transportu, składki ubezpieczeniowe i czas podróży stają się zatem niemal tak samo ważne jak dzienne dane dotyczące produkcji.
Tankowce zmuszone do ominięcia Morza Czerwonego i opłynięcia Przylądka Dobrej Nadziei muszą odbyć znacznie dłuższe rejsy, co wiąże się z zastojem statków na kolejne tygodnie i zmniejsza liczbę jednostek dostępnych do transportu ropy naftowej i paliw. W rezultacie rynek może się zacieśnić, a żadne pole naftowe nie zostanie trwale uszkodzone.
Diesel wysyła jeszcze głośniejsze ostrzeżenie
Presja ta jest już widoczna w przypadku paliw rafinowanych.
Marże na oleju napędowym w Europie wzrosły do wyjątkowych poziomów, ponieważ problemy na Bliskim Wschodzie łączą się z ograniczeniami Rosji dotyczącymi eksportu oleju napędowego i ciągłymi atakami na rosyjską infrastrukturę rafineryjną.
Ma to znaczenie, ponieważ konsumenci nie kupują bezpośrednio ropy naftowej. Kupują benzynę, olej napędowy i paliwo lotnicze.
Zakłócenia w rafinacji lub transporcie produktów mogą zatem spowodować wzrost cen paliw znacznie szybciej niż samej ropy naftowej. Nawet jeśli cena ropy Brent ustabilizuje się na poziomie około 100 dolarów, niedobory oleju napędowego lub paliwa lotniczego mogą nadal zwiększać koszty ekonomiczne konfliktu.
Czy cena ropy naftowej może osiągnąć 120 dolarów?
Nie można już dłużej odrzucać takiej możliwości jako scenariusza ekstremalnego.
Cena ropy Brent może znacznie przekroczyć 100 dolarów, jeśli Cieśnina Ormuz pozostanie poważnie zakłócona, a zagrożenie bezpieczeństwa rozszerzy się na Morze Czerwone. Niektóre prognozy rynkowe sugerują, że w dalszej części roku, w wyniku przedłużającego się zakłócenia w dwóch wąskich gardle, ceny mogą przekroczyć 120 dolarów.
Jednak osiągnięcie i utrzymanie tego poziomu wymagałoby czegoś więcej niż alarmujących oświadczeń i pojedynczych ataków. Rynek potrzebowałby dowodów na trwałe straty w eksporcie, powtarzające się incydenty z tankowcami lub gwałtowny spadek gotowości firm żeglugowych do działalności w regionie.
Równie istotna jest różnica między osiągnięciem poziomu 120 dolarów a pozostaniem na tym poziomie.
Krótki wzrost mógłby zostać wywołany paniką, ale stały wzrost wymagałby strukturalnego niedoboru i prawdopodobnie rozpocząłby proces niszczenia popytu poprzez spowolnienie aktywności gospodarczej w głównych krajach importujących.
Perspektywy dla ropy naftowej
Aktualny trend pozostaje wzrostowy tak długo, jak rynek nie dostrzeże wiarygodnej ścieżki w kierunku bezpieczniejszej żeglugi przez Cieśninę Ormuz i Bab el-Mandab.
Możliwość utrzymania ceny ropy Brent powyżej 100 dolarów stanie się teraz ważnym testem tego, czy kupujący uważają, że zagrożenie ze strony podaży staje się trwałe, czy też czwartkowy wzrost już w dużej mierze zamortyzował bieżące obawy.
Utrzymujący się ruch powyżej 100 dolarów może otworzyć drogę do 105 dolarów, a ostatecznie 110 dolarów, szczególnie jeśli ataki na większą liczbę statków zostaną przeprowadzone lub duże firmy żeglugowe zawieszą działalność.
Spadek poniżej wysokich 90 dolarów może jednak oznaczać, że początkowa panika wygasa i że inwestorzy wciąż wierzą, że alternatywne źródła zaopatrzenia, rezerwy strategiczne i presja dyplomatyczna mogą zapobiec głębszemu kryzysowi.
Na razie rynek ropy naftowej wysyła wyraźne ostrzeżenie. Świat może wciąż mieć wystarczająco dużo ropy pod ziemią, ale coraz mniej pewne jest, że każda baryłka trafi do krajów, które jej potrzebują.
To właśnie niepewność — a nie po prostu niedobór ropy — spowodowała, że cena ropy Brent ponownie spadła do poziomu trzycyfrowego.
Euro w czwartek notowano na plusie po tym, jak Europejski Bank Centralny nie zmienił stóp procentowych, co oznaczało powszechnie oczekiwaną przerwę, a jednocześnie sprawiło, że inwestorzy z niecierpliwością oczekiwali kolejnej podwyżki, która może nastąpić już we wrześniu.
Decyzja nie wywołała natychmiastowego szoku na rynkach walutowych. Dalszy kierunek euro zależy teraz od tego, jak mocno prezes EBC Christine Lagarde ostrzeże o zagrożeniu inflacyjnym wynikającym z rosnących cen energii podczas swojej konferencji prasowej.
Cena
Po ogłoszeniu decyzji kurs euro oscylował wokół 1,14 USD wobec dolara amerykańskiego, utrzymując się blisko tygodniowego maksimum, po tym jak początkowa reakcja na tę decyzję była niewielka.
Ten stłumiony ruch odzwierciedlał, jak bardzo wstrzymanie zostało już uwzględnione w cenach rynkowych. Inwestorzy z niewielkim prawdopodobieństwem spodziewali się kolejnej natychmiastowej podwyżki po tym, jak EBC podniósł koszty pożyczek o 25 punktów bazowych na poprzednim posiedzeniu w czerwcu.
EBC utrzymuje stopy procentowe bez zmian
Europejski Bank Centralny utrzymał stopę depozytową na poziomie 2,25%, główną stopę refinansową na poziomie 2,40% i stopę kredytu marginalnego na poziomie 2,65%.
Decyzja ta tymczasowo przerywa cykl ponownego zacieśniania polityki pieniężnej, który rozpoczął się w czerwcu, kiedy decydenci po raz pierwszy po długim okresie łagodzenia polityki pieniężnej podnieśli stopy procentowe.
Nie należy jednak mylić tej przerwy z końcem walki EBC z inflacją.
Bank centralny nadal zmaga się z niewygodną kombinacją słabnącej dynamiki gospodarczej i ponownego wzrostu presji cenowej, co nie pozostawia decydentom zbyt wiele miejsca na zdecydowane działania w którymkolwiek kierunku.
Ropa naftowa zmieniła debatę
Najważniejsza zmiana od poprzedniego posiedzenia EBC nie nastąpiła w płacach, popycie konsumpcyjnym ani krajowej aktywności gospodarczej. Jej źródłem był rynek energii.
Ceny ropy naftowej wzrosły do poziomu 100 dolarów za baryłkę, gdyż odnowiony konflikt na Bliskim Wschodzie zagraża transportowi niektórymi z najważniejszych szlaków morskich świata.
To stwarza niebezpieczny dylemat dla EBC. Wyższe koszty energii mogą spowodować wzrost inflacji bazowej i rozprzestrzenić się na ceny transportu, produkcji i żywności, ale ponowne podniesienie stóp procentowych mogłoby wywrzeć dodatkową presję na i tak już słabą gospodarkę europejską.
EBC próbuje więc zyskać na czasie, nie okazując jednocześnie samozadowolenia.
Dlaczego euro nie wzrosło
Decyzja o niezmienionych stopach procentowych nie dała inwestorom powodu do natychmiastowego podniesienia kursu euro. Wynik był niemal całkowicie przewidywalny, co oznacza, że rynek walutowy poszukuje obecnie sygnałów dotyczących dalszych działań.
Kluczowe pytanie brzmi, czy EBC uważa ostatni szok energetyczny za zjawisko tymczasowe, czy też za początek poważniejszego problemu inflacyjnego.
Wyraźnie jastrzębia wiadomość od Lagarde może zachęcić inwestorów do zwiększenia oczekiwań na podwyżkę stóp procentowych we wrześniu, co mogłoby przynieść nowe wsparcie dla euro.
Bardziej ostrożny ton, a zwłaszcza taki, który skupia się na spowolnieniu wzrostu gospodarczego i słabym popycie, mógłby sugerować, że EBC nadal nie jest skłonny do ponownego zaostrzenia polityki pieniężnej i narażenia wspólnej waluty na ponowną presję.
Wrzesień staje się prawdziwą decyzją
Dzisiejsze ogłoszenie może ostatecznie okazać się przerwą między dwiema podwyżkami stóp procentowych, a nie początkiem dłuższego utrzymania obecnego stanu rzeczy.
Inflacja w strefie euro spadła w czerwcu do 2,8%, ale nadal przekracza cel EBC wynoszący 2%. Jednocześnie ostatni wzrost cen ropy naftowej grozi zaprzepaszczeniem części tych postępów w nadchodzących miesiącach.
Rynki finansowe coraz częściej traktują wrześniowe spotkanie jako kolejny realny moment decyzyjny. Do tego czasu decydenci będą dysponować większą ilością danych na temat tego, czy droga energia wpływa na szersze oczekiwania cenowe, płacowe i inflacyjne.
Wyzwaniem dla banku centralnego jest to, że czekanie niesie ze sobą ryzyko, a zbyt szybkie działanie może pogłębić spowolnienie gospodarcze w Europie.
Perspektywy dla strefy euro
Bezpośredni kierunek euro zależy teraz mniej od ogłoszonych kursów, a bardziej od języka używanego w ich objaśnieniach.
Jeśli Lagarde pozostawi otwartą furtkę dla podwyżki we wrześniu, para EUR/USD może kontynuować odbicie i próbować przekroczyć ostatnie maksima.
Jeśli sprzeciwi się ona agresywnym oczekiwaniom rynku i podkreśli słabość europejskiej gospodarki, euro może stracić swoje wcześniejsze zyski i spaść poniżej 1,14 dolara.
EBC wstrzymał się z działaniami, ale spór o europejskie stopy procentowe jest daleki od zakończenia. Dla euro najważniejszym ogłoszeniem może nie być dzisiejsza decyzja, lecz ostrzeżenie ukryte w kolejnym zdaniu Lagarde.
Ceny złota spadły w czwartek na rynkach europejskich, osiągając poziom najwyższy od dwóch tygodni, gdyż ponowny wzrost cen ropy naftowej nasilił obawy o inflację i wzmocnił oczekiwania, że amerykańska Rezerwa Federalna może podnieść stopy procentowe w dalszej części roku.
Metal szlachetny początkowo skorzystał na eskalacji napięć na Bliskim Wschodzie, ale tradycyjna reakcja na ideę bezpiecznej przystani szybko została przyćmiona przez potencjalne konsekwencje ekonomiczne przedłużających się zakłóceń w globalnych dostawach energii. Wyższe ceny ropy naftowej grożą utrzymaniem wysokiej inflacji, zmuszając banki centralne do utrzymywania restrykcyjnej polityki pieniężnej przez dłuższy czas i zmniejszając atrakcyjność aktywów niedochodowych, takich jak złoto.
Cena
Cena złota spot spadła o 0,9% do 4091,24 dolarów za uncję według najnowszych danych rynkowych, po osiągnięciu poziomu 4165,87 dolarów w poprzedniej sesji, co stanowi najwyższy poziom od 7 lipca.
Amerykańskie kontrakty terminowe na złoto z dostawą w sierpniu spadły o 1,4% do 4093,80 USD za uncję. Pomimo ostatniej korekty, złoto nadal utrzymuje się na psychologicznie ważnym poziomie 4000 USD, który wielokrotnie przyciągał kupujących podczas ostatnich spadków.
Ropa naftowa zmienia równanie rynku
Najnowsza presja na złoto nastąpiła po piątym z rzędu wzroście cen ropy naftowej, a niestabilność wokół kluczowych szlaków żeglugowych na Bliskim Wschodzie wzbudziła obawy o poważniejsze zakłócenia w globalnych dostawach.
Huti twierdzą, że zaatakowali dwa saudyjskie tankowce w ramach tego, co określili jako blokadę morską, co potencjalnie stwarza kolejne poważne zagrożenie dla transportu energii, obok istniejących obaw dotyczących Cieśniny Ormuz.
Chociaż eskalacja geopolityczna zazwyczaj sprzyjałaby złotu, gwałtowny wzrost cen ropy naftowej stworzył bardziej skomplikowane otoczenie. Inwestorzy coraz bardziej obawiają się, że drogie źródła energii napędzią kolejną falę inflacji, pozostawiając Rezerwę Federalną niewiele miejsca na łagodzenie polityki pieniężnej.
Rynki wyceniają obecnie około 78% prawdopodobieństwo podwyżki stóp procentowych w USA we wrześniu, w porównaniu z 68% podczas poprzedniej sesji. Powszechnie oczekuje się, że Rezerwa Federalna pozostawi stopy procentowe bez zmian na posiedzeniu w przyszłym tygodniu, ale inwestorzy będą uważnie analizować jej komunikat pod kątem oznak, że decydenci przygotowują się do dalszego zacieśniania polityki pieniężnej.
Złoto uwięzione między strachem a rentownością
Złoto jest obecnie spychane w przeciwnych kierunkach. Eskalacja działań militarnych i niepewność dotycząca dostaw energii wspierają popyt na aktywa defensywne, ale rosnące rentowności obligacji skarbowych i oczekiwania na wyższe stopy procentowe zwiększają koszt alternatywny posiadania sztabek złota.
To napięcie wyjaśnia, dlaczego złoto ma problemy z utrzymaniem zysków pomimo coraz bardziej niestabilnej sytuacji geopolitycznej. Dalszy wzrost cen ropy naftowej może początkowo stymulować zakup bezpiecznych aktywów, ale ostatecznie może negatywnie wpłynąć na złoto, jeśli inwestorzy dojdą do wniosku, że inflacja zmusi banki centralne do kontynuowania agresywnej polityki.
Poziom 4000 USD pozostaje kluczową linią obrony w krótkim terminie. Utrzymanie się powyżej tego poziomu może pozwolić na stabilizację ceny złota i podjęcie kolejnej próby odbicia poziomu 4165 USD, a następnie bariery 4200 USD. Zdecydowane przebicie poniżej 4000 USD może jednak narazić metal na głębszą korektę w kierunku 3900 USD.
Spadek cen srebra, platyny i palladu
Presja sprzedaży objęła cały sektor metali szlachetnych. Cena spot srebra spadła o 1,4% do 58,85 USD za uncję, tracąc część ostatnich zysków, ponieważ wyższe rentowności obligacji wpłynęły na popyt inwestycyjny.
Platyna potaniała o 0,9% do 1629,63 USD za uncję, a pallad o 1,5% do 1272,03 USD. Oba metale pozostają wrażliwe nie tylko na wahania cen złota i dolara amerykańskiego, ale także na oczekiwania dotyczące aktywności przemysłowej i popytu ze strony globalnego sektora motoryzacyjnego.
Perspektywy dla złota
Kolejny znaczący ruch na rynku metali szlachetnych będzie prawdopodobnie zależał od rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie, kierunku cen ropy naftowej i napływających danych ekonomicznych z USA.
Słabszy niż oczekiwano odczyt z rynku pracy mógłby złagodzić obawy dotyczące dalszego zacieśniania polityki pieniężnej i zapewnić złotom nowe wsparcie. Dobre dane o zatrudnieniu, w połączeniu z utrzymującymi się wysokimi cenami ropy naftowej, wzmocniłyby oczekiwania na utrzymanie wyższych stóp procentowych przez dłuższy czas i naraziłyby złoto na ponowną wyprzedaż.
Na razie złoto utrzymuje się powyżej swojego najważniejszego wsparcia psychologicznego, ale jego zdolność do odbicia się od dna zależeć będzie od tego, czy popyt na bezpieczne aktywa zdoła ponownie przeważyć nad presją ze strony rosnących rentowności i coraz bardziej jastrzębich oczekiwań co do stóp procentowych.