Jen japoński osłabił się w czwartek na rynkach azjatyckich w stosunku do koszyka głównych i drugorzędnych walut, odrabiając straty, które zostały tymczasowo zahamowane wczoraj w stosunku do dolara amerykańskiego, i ponownie zbliżając się do najniższych poziomów od 18 miesięcy. Spadek ten jest obserwowany przez japońskie władze, które ostrzegają przed nadmiernymi wahaniami kursu lokalnej waluty na rynku walutowym.
W najnowszych sondażach opinii publicznej na temat japońskiej polityki pieniężnej ekonomiści stwierdzili, że Bank Japonii najprawdopodobniej wolałby poczekać do lipca przed ponowną podwyżką głównej stopy procentowej. Ponad 75% ankietowanych spodziewa się, że do września wzrośnie ona do 1% lub więcej.
Przegląd cen
• Dzisiejszy kurs wymiany jena japońskiego: Dolar wzrósł w stosunku do jena o 0,15% do 158,65 jenów z ceny otwarcia 158,43 jenów, osiągając najniższy poziom 158,19 jenów.
• Jen zakończył środę notowaniami na plusie 0,4% w stosunku do dolara, notując pierwszy wzrost w ciągu ostatnich siedmiu dni. Wzrost ten wspierany jest przez zakupy dokonywane w ramach odbudowy po tym, jak wcześniej osiągnął 18-miesięczne minimum na poziomie 159,45 jenów za dolara.
Władze japońskie
Minister finansów Japonii Satsuki Katayama wydał w środę kolejne ustne ostrzeżenie, mówiąc, że urzędnicy podejmą „odpowiednie działania przeciwko nadmiernym wahaniom na rynku walutowym, nie wykluczając żadnych opcji”.
Analitycy strategii walutowych z OCBC stwierdzili w nocie, że ustne ostrzeżenia pomogły tymczasowo ograniczyć słabość jena, ale inwestorzy prawdopodobnie sprawdzą, na ile władze będą skłonne poprzeć swoje słowa czynami.
Dodali, że aby nastąpiło rzeczywiste ożywienie jena, rynki potrzebują bardziej jastrzębiego stanowiska Banku Japonii i jasności co do perspektyw fiskalnych i politycznych Japonii.
Przedterminowe wybory
Premier Japonii Sanae Takaichi zamierza rozwiązać Izbę Reprezentantów w przyszłym tygodniu i ogłosić przyspieszone wybory parlamentarne, aby wzmocnić swój mandat społeczny i zapewnić sobie wygodną większość parlamentarną, która umożliwiłaby uchwalenie budżetu na rok fiskalny 2026 i proponowanych reform gospodarczych.
Karl Schamotta, główny strateg rynkowy w Corpay w Toronto, powiedział, że plan Takaichi, aby wykorzystać swoją dużą popularność poprzez rozpisanie wcześniejszych wyborów, przekłada się na wzrost zakładów na ożywienie japońskiej gospodarki, zwiększenie wydatków rządowych i wyższą rentowność.
Schamotta dodał, że wszystko to przekłada się już na rynku na presję na spadek wartości jena, na co naturalnie reagują groźby interwencji ze strony władz.
Japońskie stopy procentowe
• Sondaż Reutersa: Bank Japonii podniesie stopy procentowe ponownie do 1% lub więcej do końca września, prawdopodobnie w lipcu.
• Ekonomiści twierdzą, że Bank Japonii najprawdopodobniej wolałby poczekać do lipca przed kolejną podwyżką głównej stopy procentowej. Ponad 75% ankietowanych spodziewa się, że do września wzrośnie ona do 1% lub więcej.
• Szacunek prawdopodobieństwa podwyżki stóp procentowych o ćwierć punktu procentowego przez japoński bank centralny na styczniowym posiedzeniu utrzymuje się na poziomie poniżej 10%.
• Bank Japonii spotyka się w dniach 22–23 stycznia, aby dokonać przeglądu sytuacji gospodarczej w kraju i ustalić odpowiednie narzędzia monetarne na potrzeby tej delikatnej fazy, w jakiej znajduje się czwarta co do wielkości gospodarka świata.
Za około 30 minut Stany Zjednoczone oficjalnie rozpoczną negocjacje, które mogą doprowadzić do demontażu systemu operacyjnego, na którym zbudowany został świat zachodni. Ceny ropy naftowej wzrosły już o ponad 1% w oczekiwaniu na ten krok.
W spotkaniu, które odbędzie się w budynku biurowym Eisenhower Executive Office Building w Białym Domu, wezmą udział wiceprezydent JD Vance, sekretarz stanu Marco Rubio oraz ministrowie spraw zagranicznych Danii i Grenlandii.
Na papierze plan spotkania wygląda typowo dyplomatycznie:
„Bezpieczeństwo Arktyki”
„Partnerstwo strategiczne”
„Rozwój zasobów”
Ale rzeczywistość wewnątrz pokoju będzie o wiele bardziej krucha.
Prezydent Donald Trump jasno wyraził się na pokładzie Air Force One, mówiąc, że jakiekolwiek działanie inne niż kontrola USA nad Grenlandią jest „niedopuszczalne”.
Zasugerował również, że NATO „powinno przewodzić w procesie uzyskania przez nas tego sprzętu”, przedstawiając pozyskanie go nie jako prośbę, lecz jako zobowiązanie nałożone na sojusz.
Niezależnie od tego, jak dyplomaci to nazywają, model cenowy partnerstwa uległ zasadniczej zmianie.
Podatek od zmienności: kiedy papier wartościowy staje się przedmiotem zmiennej ceny
Przez dziesięciolecia Sojusz Atlantycki działał w oparciu o model stałych kosztów: państwa członkowskie zapewniały sojusz polityczny i dostęp do baz wojskowych w zamian za przewidywalne gwarancje bezpieczeństwa.
Cena stała stała się teraz ceną zmienną.
Do nowych kosztów współpracy z Waszyngtonem należy zaliczyć premię zabezpieczającą przed nieprzewidywalnością decyzji podejmowanych przez władze wykonawcze USA.
W rzeczywistości jest to podatek od zmienności.
Artykuł 5… według zmiennej stopy procentowej
Aby zrozumieć niepokój panujący w Brukseli, należy przyjrzeć się samym gwarancjom bezpieczeństwa.
NATO zostało zaprojektowane jako instrument binarny:
Albo jesteś chroniony
Albo nie jesteś
Artykuł 5 jest kamieniem węgielnym tego systemu.
Jednak ostatnie sygnały z Waszyngtonu, a zwłaszcza brak wykluczenia jednostronnych działań wobec Grenlandii, wprowadziły do tego równania niebezpieczną zmienną.
To, co kiedyś nazywano „strategiczną cierpliwością” w reakcjach Europejczyków, całkowicie zanikło.
Po aresztowaniu przez wojsko amerykańskie prezydenta Wenezueli Nicolása Maduro 3 stycznia teoretyczne ryzyko amerykańskiej interwencji wojskowej zostało uznane za realne i bezpośrednie.
Premier Danii Mette Frederiksen wyraziła się jednoznacznie, ostrzegając, że jakiekolwiek działania militarne przeciwko Grenlandii będą oznaczać „zatrzymanie wszystkiego”, co wyraźnie nawiązywało do faktycznego końca sojuszu.
Komisarz UE ds. obrony Andrius Kubilius podzielił te obawy, nazywając ten scenariusz „bezprecedensowym w historii NATO”.
Były duński parlamentarzysta podsumował to wprost: „Zwykłe zasady już nie działają”.
Od sojuszu do transakcji
Rzeczywistość ta zmusiła stolice europejskie do przyjęcia postawy czysto defensywnej.
Gdy niemiecki minister obrony jest zmuszony publicznie wypowiedzieć się na temat „opcji Europy” w odpowiedzi na pytanie bliskiego sojusznika, sygnalizuje to, że sojusz nie opiera się już na milczącym zaufaniu, lecz stał się relacją transakcyjną opartą na zasadzie wzajemności.
Wiercenie w lodzie: Mit gotowego bogactwa
Porozumienie, które najprawdopodobniej zostanie osiągnięte na dzisiejszym spotkaniu, opiera się na dwóch filarach:
Wydatki na bezpieczeństwo
Zasoby naturalne
Komponent surowcowy, zwłaszcza minerały strategiczne, jest reklamowany jako „cudowny środek” zdolny do rozładowania napięć poprzez zapewnienie Stanom Zjednoczonym dostępu do bogactw mineralnych Grenlandii, zwłaszcza pierwiastków ziem rzadkich.
Jednakże z perspektywy przemysłowej ta opowieść rozbija się dosłownie o ścianę lodu.
Grenlandia dysponuje ogromnymi potencjalnymi rezerwami. Amerykańska Służba Geologiczna (USGS) szacuje, że wyspa zawiera drugie co do wielkości na świecie złoże tlenków metali ziem rzadkich, w tym neodymu i dysprozu, niezbędnych do produkcji silników pojazdów elektrycznych i myśliwców F-35.
Ale potencjał to nie produkcja. Do tej pory na Grenlandii nie ma ani jednej czynnej kopalni pierwiastków ziem rzadkich.
Zła matematyka na zamarzniętej ziemi
Przeszkoda nie jest jedynie biurokratyczna, ale termodynamiczna.
Grenlandia zajmuje powierzchnię 2,17 miliona kilometrów kwadratowych, z czego 80% pokrywa lód. Ekonomia wydobycia na tym obszarze jest katastrofalna w porównaniu z krajami takimi jak Australia czy Brazylia.
Luka infrastrukturalna:
Brak dróg łączących miasta
Cały ciężki sprzęt musi zostać przetransportowany drogą morską lub lotniczą
Koszty kapitałowe są od 150% do 300% wyższe niż w regionach o klimacie umiarkowanym
Problem energetyczny:
Brak sieci energetycznej
Każda kopalnia wymaga własnej elektrowni
Paliwo może zamarznąć
Odnawialne źródła energii stoją w obliczu trzech miesięcy całkowitej ciemności
Ian Lange, profesor ekonomii w Colorado School of Mines, wyraził to wprost: „Wszyscy ścigają się, żeby ruszyć z produkcją… ale wyprawa na Grenlandię oznacza powrót do punktu wyjścia”.
Gdyby Unia Europejska miała podwoić inwestycje, aby sprostać żądaniom USA, wymagałoby to ogromnych dotacji państwowych — publicznych pieniędzy wykorzystanych do uczynienia wykonalnym strukturalnie nieopłacalnego projektu, nie dlatego, że wymaga tego rynek, ale dlatego, że wymaga tego polityka.
Obserwujemy, jak Europa oferuje budowę nierentownej kopalni w zamian za zakup stabilności geopolitycznej.
Dostęp czy własność? Paradoks strategiczny
Drugim filarem porozumienia jest wzmocnienie bezpieczeństwa Arktyki. Sekretarz generalny NATO Mark Rutte położył już podwaliny, potwierdzając dyskusje na temat „wzmocnienia bezpieczeństwa Arktyki”.
Jednak bliższa analiza ujawnia wyraźny paradoks w stanowisku USA. Jeśli celem jest przeciwstawienie się Rosji i Chinom, Waszyngton już ma to, czego potrzebuje.
Wojsko amerykańskie zarządza bazą kosmiczną Pituffik (dawniej Thule), będącą fundamentem obrony przeciwrakietowej, a umowa obronna z 1951 roku przyznaje szerokie prawa operacyjne na całej wyspie. Żądanie „własności”, a nie „dostępu”, sugeruje, że motywacją nie jest wyłącznie bezpieczeństwo, lecz formalna kontrola i dominacja oparta na mapach.
Dziedziczenie zamrożonego zobowiązania
Grenlandia jest terytorium częściowo autonomicznym, posiadającym odrębną kulturę i sieć zabezpieczeń społecznych finansowaną przez Danię.
Jakakolwiek zmiana statusu przeniosłaby ciężar fiskalny na Waszyngton.
Przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen powiedziała jasno: „Grenlandia należy do swoich mieszkańców”.
Historycznie Stany Zjednoczone nie spisywały się najlepiej w administrowaniu terytoriami, czego przykładem są Portoryko i Guam.
Dla amerykańskiego podatnika przejęcie przedsiębiorstwa oznaczałoby odziedziczenie ogromnego, zamrożonego zobowiązania, którego zwrot może nie nastąpić przez dziesięciolecia.
Rozerwanie kontraktu z 1945 roku
Najbardziej niebezpiecznym zapisem w tej umowie nie jest zapis finansowy, lecz strukturalny.
Jeżeli Stany Zjednoczone zmuszą sojusznika z NATO do oddania terytorium — za pomocą nacisków ekonomicznych lub ukrytej groźby militarnej — będzie to naruszeniem porządku bezpieczeństwa ustanowionego po II wojnie światowej.
Umowa sporządzona przez Waszyngton w 1945 r. była jasna:
Żadnych granic zmienionych siłą.
Suwerenność sojuszników jest nienaruszalna.
Groźby wobec Grenlandii oznaczają zerwanie tej umowy.
Prezydent Francji Emmanuel Macron stwierdził to wprost: „Prawo silniejszego nie może rządzić światem”.
Nawet Wielka Brytania, tradycyjnie będąca mostem między Europą a Waszyngtonem, postawiła czerwoną linię. Doniesienia wskazują, że premier Keir Starmer powiedział Trumpowi: „Trzymaj ręce z daleka od Grenlandii”.
Bilans Zachodu zagrożony
Podczas gdy ministrowie siedzą dziś i próbują ustalić cenę umowy, która nigdy nie miała zostać wystawiona na sprzedaż, strona amerykańska będzie naciskać na:
Gwarantowane prawa do minerałów
„Premia za bezpieczeństwo” finansowana ze środków europejskich
Europa może zaoferować ustępstwa w zamian za kolejny rok suwerenności.
Ale głębsza prawda jest taka: kredyty hipoteczne o stałym oprocentowaniu sojuszu atlantyckiego się skończyły.
Żyjemy obecnie w świecie zmiennych stóp procentowych, a zmienność jest wysoka.
Amerykańskie indeksy giełdowe spadły w środę, gdyż rynki nadal analizowały nową rundę raportów o zyskach spółek.
W środę kilka banków z Wall Street opublikowało swoje wyniki kwartalne za ostatni kwartał 2025 r., w tym Goldman Sachs, Wells Fargo i Bank of America.
W środę prezes Rezerwy Federalnej w Filadelfii Anna Paulson stwierdziła, że spodziewa się dalszych obniżek stóp procentowych w dalszej części roku, pod warunkiem, że gospodarka będzie podążać oczekiwaną ścieżką.
Podczas handlu indeks Dow Jones Industrial Average spadł o 0,5%, czyli o około 225 punktów, do 48 966 punktów o godzinie 16:19 GMT. Szerszy indeks S&P 500 spadł o 0,9%, czyli o 65 punktów, do 6899 punktów, a Nasdaq Composite spadł o 1,5%, czyli o 352 punkty, do 23 355 punktów.
Ceny miedzi osiągnęły w środę rekordowy poziom, wspierane przez utrzymujący się popyt ze strony funduszy spekulacyjnych, chociaż niektórzy inwestorzy ostrzegają, że wysokie poziomy cen mogą zniechęcać nabywców przemysłowych.
Trzymiesięczny kontrakt referencyjny na miedź na London Metal Exchange spadł o 0,1% do 13 176,50 USD za tonę metryczną o godz. 10:30 GMT, po osiągnięciu rekordowego poziomu 13 407 USD na początku sesji.
Ceny miedzi w Londynie wzrosły o około 44% w ciągu ostatnich 12 miesięcy. Wpływ na to miały zakłócenia w dostawach z kopalni, obawy o deficyt podaży w tym roku oraz napływ metalu do Stanów Zjednoczonych przed wprowadzeniem potencjalnych taryf, które ograniczyły dostępność tego surowca w innych regionach.
Ole Hansen, dyrektor ds. strategii surowcowej w Saxo Bank w Kopenhadze, powiedział: „W związku z obawami dotyczącymi dewaluacji waluty, ryzyka finansowego i niezależności Rezerwy Federalnej, popyt na aktywa materialne stał się bardzo duży”.
Dodał: „W przypadku metali przemysłowych istnieje poziom, przy którym następuje spadek popytu. Nie wiem dokładnie, gdzie jest ten poziom ani czy już go osiągnęliśmy”.
Hansen zauważył, że zamknięcie ceny poniżej 13 000 USD za tonę może wywołać korektę spadkową na rynku.
Według Hansena popyt na miedź w Chinach wydaje się stabilny, a przed świętem Nowego Roku Księżycowego istnieje ryzyko gromadzenia zapasów.
Najaktywniej handlowany kontrakt na miedź na giełdzie Shanghai Futures Exchange zamknął się wzrostem o 0,9% do 104 120 juanów (14 931,88 USD) za tonę, po osiągnięciu rekordowego poziomu 105 650 juanów.
Cyna osiąga rekordowe ceny
Ceny cyny w Szanghaju i Londynie osiągnęły rekordowe poziomy, ze wzrostem o 24% w Szanghaju i 30% w Londynie od początku stycznia, ponieważ inwestorzy liczyli na szybki wzrost popytu na metal wykorzystywany w produkcji półprzewodników, napędzany boomem na sztuczną inteligencję.
Kontrakty na cynę w Szanghaju wzrosły o 8%, osiągając dzienny limit cenowy 413 170 juanów, podczas gdy cena cyny na London Metal Exchange wzrosła o 4,1% do 51 550 dolarów za tonę.
Jing Xiao, analityk z SDIC Futures, powiedział: „Nie widzimy żadnych fundamentalnych zmian na rynku cyny. Wzrost cen jest napędzany głównie przez handel spekulacyjny”.
Tom Langston z International Tin Association podziela ten pogląd, zauważając, że podstawowe prawa podaży i popytu pozostają niezmienne, podczas gdy apetyt funduszy na londyńskiej giełdzie osiągnął rekordowy poziom.
Inne metale – wydajność
Aluminium na giełdzie LME: +0,1% do 3200 USD za tonę
Cynk: +1% do 3232 dolarów
Ołów: +0,4% do 2069 USD
Nikiel: +1,7% do 17 975 USD za tonę