Cieśnina Ormuz znów trafia na pierwsze strony gazet. Znów. Około jedna piąta globalnie sprzedawanej ropy naftowej przepływa przez ten wąski szlak wodny między Omanem a Iranem. I po raz kolejny napięcia geopolityczne na Bliskim Wschodzie zamieniły ten wąski punkt przecięcia w zawór bezpieczeństwa dla całej globalnej gospodarki. Składki ubezpieczeniowe rosną. Tankowce wahają się. Handlowcy wstrzymują oddech. Politycy pędzą na podium.
A Europa zastanawia się, dlaczego rachunki za energię rosną.
Jest coś głęboko frustrującego w tym momencie – nie dlatego, że jest nieoczekiwany, ale dlatego, że jest całkowicie przewidywalny. W ostatnich latach wielokrotnie pisałem o strukturalnej podatności Europy na import paliw kopalnych. Nie tylko na „import” w ogóle, ale na import, który przechodzi przez wąskie punkty kontrolne kontrolowane, bezpośrednio lub pośrednio, przez reżimy i struktury władzy, które niekoniecznie podzielają europejską stabilność polityczną, przejrzystość regulacji czy strategiczne interesy. Cieśnina Ormuz nie jest czarnym łabędziem. Jest powracającą postacią w historii, której nie chcemy zakończyć.
Zależność to nie los – to polityka
Europa importuje większość swojego zapotrzebowania na ropę i gaz. Tę rzeczywistość często ujmuje się jako przeznaczenie geograficzne. To nie przeznaczenie, to polityka. Przez dekady priorytetem była krótkoterminowa efektywność kosztowa, a nie długoterminowa odporność. Zbudowaliśmy system energetyczny zależny od cząsteczek przemieszczających się tysiące kilometrów, przecinających wąskie szlaki morskie, rurociągów przebiegających przez politycznie wrażliwe terytoria oraz relacji umownych, które mogą ulec zmianie w wyniku wyborów, rewolucji lub sankcji.
Kiedy te szlaki się trzęsą, nasze gospodarki również. Ostatnie faktyczne zamknięcie lub poważne zakłócenie żeglugi przez Ormuz ponownie obnaża tę podatność. Tankowce zmieniają trasy. Rynki kontraktów terminowych gwałtownie rosną. Rządy się spieszą. I niemal natychmiast powracają znane reakcje.
Znany podręcznik paniki
W Holandii wznowiono ciche dyskusje na temat ponownego otwarcia złoża gazu w Groningen. Na Morzu Północnym nasilają się apele o rozszerzenie poszukiwań ropy naftowej i gazu. W całej Europie zwrot „bezpieczeństwo energetyczne” zaczyna funkcjonować jako synonim „więcej wierceń”.
Poczekajcie kilka tygodni, a ktoś niechybnie krzyknie „gaz łupkowy!” w korytarzu w Brukseli, jakby geologia Europy i akceptacja społeczna uległy nagłej zmianie z dnia na dzień.
Widzieliśmy to już wcześniej. Po każdym kryzysie – sporach o dostawy, wojnach, sabotażu rurociągów – mamy tendencję do podwajania wysiłków w tym samym systemie, który pierwotnie stworzył kruchość.
Ale bądźmy szczerzy: nawet gdybyśmy wydobyli każdą pozostałą kroplę z Morza Północnego i Groningen, Europa pozostałaby strukturalnie uzależniona od importowanej ropy. Jeśli globalne ceny wzrosną z powodu Ormuzu, krajowa produkcja europejska nie ochroni magicznie konsumentów przed globalną dynamiką cen. Ropa naftowa ma globalne ceny. Gaz również w coraz większym stopniu. Jesteśmy zależni nie tylko od wielkości podaży, ale także od systemu cen kształtowanego przez globalną niestabilność.
Kaprysy, siłacze i zmienność rynku
Kiedy Twój rachunek za energię zależy od bezpiecznego przepłynięcia tankowca przez cieśninę o szerokości 33 kilometrów, nie masz suwerenności energetycznej. Jesteś narażony. Narażony na konflikty regionalne. Narażony na sankcje. Narażony na przywódców, których priorytety krajowe mogą nie być zgodne ze stabilnością gospodarczą Europy.
Nie chodzi tu o demonizowanie żadnego konkretnego kraju. Chodzi o uznanie strukturalnej rzeczywistości: gospodarki importujące paliwa kopalne pozostają podatne na wstrząsy geopolityczne, zwłaszcza gdy łańcuchy dostaw zbiegają się w newralgicznych punktach.
A jednak decydenci często są zaskoczeni, gdy punkty newralgiczne zachowują się jak punkty newralgiczne. Dlaczego wciąż o tym zapominamy?
Odnawialne źródła energii: nie tylko polityka klimatyczna, ale i strategia
Dyskusja musi wyjść poza retorykę klimatyczną. Odnawialne źródła energii to nie tylko emisje, ale i izolacja. Energia wiatrowa i słoneczna nie przepływają przez Ormuz.
Elektrony nie gromadzą się w kolejkach w wąskich korytarzach morskich. Zróżnicowany, zelektryfikowany system oparty na lokalnej generacji jest strukturalnie mniej narażony na naciski geopolityczne i niestabilność regionalną.
Oczywiście, odnawialne źródła energii wymagają materiałów, produkcji, sieci, magazynowania i łańcuchów dostaw. Nie są one neutralne geopolitycznie. Jednak natura ich podatności na zagrożenia jest zasadniczo inna.
Zamiast koncentrować ryzyko w kilku korytarzach morskich i regionach produkcyjnych, systemy OZE dystrybuują wytwarzanie energii geograficznie. Przenoszą zależność z ciągłego importu paliw na infrastrukturę i łańcuchy dostaw materiałów – łańcuchy, które można dywersyfikować i strategicznie zarządzać.
Nie rezygnuj z globalizacji – napraw ją
To nie jest argument za izolacjonizmem. Europa nie może i nie powinna dążyć do pełnej samowystarczalności. Handel globalny pozostaje niezbędny. Możemy jednak mądrzej wybierać nasze zależności.
Zamiast w dużym stopniu polegać na niestabilnych wąskich gardłach paliw kopalnych, Europa powinna przyspieszyć współpracę z opartymi na zasadach, wiarygodnymi partnerami w zakresie technologii odnawialnych, przetwarzania materiałów krytycznych, handlu wodorem i czystych łańcuchów wartości przemysłowych.
Wzmacniaj więzi z sąsiednimi regionami bogatymi w potencjał energii słonecznej i wiatrowej. Rozwijaj wspólne sieci energetyczne. Inwestuj we wspólną produkcję. Buduj strategiczne rezerwy materiałów krytycznych. Twórz redundancję. Globalizacja nie jest wrogiem; wrogiem jest niezrównoważona zależność od jednego szlaku.
Prawdziwy koszt opóźnienia
Za każdym razem, gdy Ormuz destabilizuje rynki, płacimy podwójnie: po pierwsze poprzez wyższe ceny i niepewność gospodarczą, a po drugie poprzez panikę polityczną, która popycha nas w stronę krótkoterminowych rozwiązań opartych na paliwach kopalnych zamiast zmian strukturalnych.
Ponowne otwarcie złóż gazu podważa zaufanie publiczne. Przedłużanie koncesji na poszukiwania blokuje infrastrukturę na dekady. Rozbudzanie fantazji o łupkach odwraca uwagę od skalowalnych rozwiązań. A mimo to, podstawowa podatność pozostaje nienaruszona.
Transformacja energetyczna jest często przedstawiana jako kosztowna i destrukcyjna. Ale jaki jest koszt powtarzającej się ekspozycji geopolitycznej? Jaki jest koszt planowania przemysłowego opartego na zmiennych czynnikach? Jaki jest koszt strategicznej kruchości? Odporność ma swoją cenę. Zależność również.
Ten kryzys nie jest zaskoczeniem – jest przypomnieniem
Cieśnina Ormuz robi to, co zawsze: przypomina nam, że uzależnienie od paliw kopalnych to nie tylko problem środowiskowy, ale i obciążenie geopolityczne. Nie możemy twierdzić, że tego nie przewidzieliśmy. Wielokrotnie obserwowaliśmy to w przypadku zakłóceń w żegludze, sporów o rurociągi, sankcji i konfliktów regionalnych.
Jedyne, co zaskakuje, to to, jak szybko zapominamy.
Jeśli Europa chce prawdziwego bezpieczeństwa energetycznego, musi przyspieszyć elektryfikację, rozwój odnawialnych źródeł energii, magazynowanie, rozbudowę sieci i krajowych mocy przemysłowych. Musi budować odporne łańcuchy dostaw z zaufanymi partnerami. Musi ograniczać narażenie na niestabilne wąskie gardła w dostawach paliw kopalnych, a nie tylko nieco lepiej nimi zarządzać.
Każdy kryzys wystawia na próbę to, czy wyciągnęliśmy wnioski z poprzedniego.
Ormuz znów nas testuje. Pytanie jest proste: czy w końcu potraktujemy przyspieszenie rozwoju odnawialnych źródeł energii jako strategiczną konieczność, a nie tylko ambicję klimatyczną?
Czy będziemy czekać na kolejne zamknięcie, żeby sobie przypomnieć, i tym razem będzie za późno?
Amerykańskie indeksy giełdowe spadły w poniedziałkowej sesji handlowej na skutek obaw geopolitycznych na Bliskim Wschodzie związanych z eskalacją działań wojennych między Stanami Zjednoczonymi a Iranem.
Jak podają źródła, amerykańsko-izraelskie ataki doprowadziły do zabójstwa irańskiego przywódcy ajatollaha Alego Chameneiego. Wydarzenie to uznawane jest za punkt zwrotny w historii Islamskiej Republiki i jedno z najważniejszych wydarzeń od 1979 r.
W odpowiedzi irańscy urzędnicy zapowiedzieli zdecydowane represje, co wzbudziło obawy, że konflikt może rozprzestrzenić się na cały region, szczególnie w świetle doniesień o eksplozjach w wielu miastach krajów Zatoki Perskiej.
Prezydent USA Donald Trump powiedział w wywiadzie dla CNBC, że amerykańskie operacje wojskowe w Iranie postępują szybciej niż planowano.
Analitycy uważają, że kierunek cen ropy naftowej będzie zależał od tego, czy walki doprowadzą do zakłóceń w żegludze przez Cieśninę Ormuz – najpoważniejszy na świecie punkt krytyczny dla przepływu ropy naftowej. Jakiekolwiek długotrwałe zakłócenia w tym miejscu mogłyby silnie wpłynąć na globalne rynki energii i ponownie zaostrzyć presję inflacyjną.
Tymczasem obawy, że rosnąca automatyzacja może podważyć modele biznesowe i wywołać falę zwolnień, nadal rzucają cień na szersze perspektywy gospodarcze.
Jeśli chodzi o wyniki handlowe, indeks Dow Jones Industrial Average spadł o 0,5% (około 265 punktów) do 48 713 punktów o godzinie 16:36 GMT. Szerszy indeks S&P 500 spadł o 0,4% (około 27 punktów) do 6851 punktów, a Nasdaq Composite spadł o 0,2% (około 45 punktów) do 22 618 punktów.
Ceny aluminium wzrosły w poniedziałek do najwyższego poziomu od ponad miesiąca, po tym jak ataki USA i Izraela na Iran wywołały obawy o eskalację napięć na Bliskim Wschodzie — jednym z głównych regionów wydobycia tego metalu na świecie.
Cena referencyjna kontraktu na aluminium na London Metal Exchange wzrosła o 3,1% do 3236 dolarów za tonę metryczną o godz. 10:50 GMT, po osiągnięciu poziomu 3254 dolarów, najwyższego od 29 stycznia.
Inwestorzy uważnie śledzą rozwój sytuacji dotyczącej żeglugi przez Cieśninę Ormuz, ważny szlak handlowy dla towarów, który uległ zakłóceniu w następstwie irańskich ataków na amerykańskie bazy wojskowe w regionie.
Neil Welsh z Britannia Global Markets powiedział, że metale nieszlachetne ogólnie rosły w handlu porannym, przy czym aluminium zyskiwało na czele, na co wskazują obawy, że kluczowe szlaki dostaw dla producentów z Bliskiego Wschodu mogą zostać zakłócone przez konflikt w regionie odpowiadającym za znaczną część światowej produkcji.
Dodał, że region ten odpowiada za około 9% światowej produkcji aluminium, zauważając, że ceny zwykle reagują wrażliwie na rosnące napięcia regionalne.
Według danych Międzynarodowego Instytutu Aluminium, globalna produkcja aluminium pierwotnego osiągnęła w zeszłym roku około 75 milionów ton. Większość aluminium produkowanego na Bliskim Wschodzie jest eksportowana do Stanów Zjednoczonych i Europy.
Analitycy Citi zauważyli, że ZEA są największym producentem aluminium w regionie i że niemal wszystkie dostawy — z wyjątkiem eksportu z Sohar Aluminium w Omanie — przechodzą przez Cieśninę Ormuz.
Tymczasem Tom Price, analityk rynku surowcowego Panmure Liberum, ostrzegał, że przedłużający się konflikt na Bliskim Wschodzie może spowodować znaczny wzrost cen ropy naftowej, co może mieć negatywny wpływ na globalny wzrost gospodarczy i osłabić popyt przemysłowy.
Na innych rynkach metali cena miedzi wzrosła o 0,2% do 13 370 dolarów za tonę, cynku o 1% do 3 351 dolarów, ołowiu o 0,6% do 1 974 dolarów, cyny o 1,1% do 57 105 dolarów, a niklu o 1,1% do 17 645 dolarów za tonę.
Wartość bitcoina, największej kryptowaluty na świecie, spadła w ciągu dnia o 0,3%, zbliżając się do poziomu 66 666 dolarów, podczas gdy azjatyckie indeksy giełdowe spadły, a ceny ropy wzrosły na tle ogólnej niepewności makroekonomicznej.
W weekend kurs Bitcoina wahał się w przedziale od 63 000 do 66 000 dolarów. Analitycy podkreślali odporność rynku, zauważając, że całodobowy charakter handlu kryptowalutami pozwala inwestorom szybko zarządzać ryzykiem, gdy tradycyjne rynki są zamknięte. Dominic John z Kronos Research stwierdził, że kryptowaluty szybko odrobiły straty po ograniczonym spadku. Jeff Ko, starszy analityk w CoinEx, dodał, że Bitcoin utrzymał się na poziomie 66 000 dolarów pomimo presji ze strony sprzedaży na azjatyckich giełdach, co sugeruje, że rynek postrzegał ostatnią zmienność jako przejściową, a nie początek długotrwałego spadku.
Presja makroekonomiczna: akcje i ropa naftowa
Tradycyjne rynki rozpoczęły tydzień na minusie. Japoński Nikkei 225 spadł o około 2,5%, a szerszy indeks TOPIX o prawie 3%. Indeksy Hang Seng w Hongkongu i Straits Times w Singapurze również spadły o około 2%.
Tymczasem cena ropy Brent wzrosła o ponad 8,38% do 78,9 dolarów za baryłkę, a cena złota wzrosła o 2,05% do 5386 dolarów.
Rick Maida z Presto Research opisał ropę naftową jako kluczowy kanał transmisji, poprzez który wstrząsy makroekonomiczne docierają do rynku kryptowalut. Wyjaśnił, że jeśli cena ropy ustabilizuje się powyżej 90 dolarów za baryłkę, oczekiwania inflacyjne mogą wzrosnąć jeszcze bardziej, wzmacniając dolara amerykańskiego i zmniejszając płynność, co uczyniłoby kryptowaluty bardziej podatnymi na zmienność.
Mimo to rynkowi udało się uniknąć fali wymuszonych likwidacji i jakiejkolwiek niestabilności stablecoinów, a ciągłe działanie platform kontraktów futures, takich jak Hyperliquid, pomogło w amortyzowaniu wstrząsów w czasie rzeczywistym.
Inwestorzy nadal monitorują ceny ropy naftowej, rentowność amerykańskich obligacji skarbowych i wskaźniki inflacji, aby ocenić, czy wzrost zmienności ma charakter tymczasowy, czy też stanowi początek dłuższego cyklu zacieśniania płynności.
Odporność rynku kryptowalut
Analitycy z QCP Capital zauważyli, że ceny aktywów cyfrowych szybko powróciły do poprzednich poziomów. W okresie wahań, algorytmy zlikwidowały długie pozycje o wartości około 300 milionów dolarów, co jest wynikiem uważanym za umiarkowany w porównaniu z szerokim spadkiem zadłużenia obserwowanym na początku lutego.
Stosunkowo niewielka liczba likwidacji sugeruje, że inwestorzy z góry ograniczyli ekspozycję na ryzyko. Jednocześnie rola Bitcoina jako „weekendowego zabezpieczenia” jest stopniowo podważana przez tokenizowane złoto, którym również handluje się przez całą dobę i które przyciąga kapitał w okresach niepewności.
Dane dotyczące instrumentów pochodnych również wskazują na stabilność rynku, przy czym implikowana zmienność wzrosła krótkotrwale do 93%, nadal pozostając poniżej odczytów z zeszłego tygodnia przy podobnych poziomach cen.
Analitycy QCP zauważyli podobieństwa do scenariusza z czerwca ubiegłego roku, gdy cena bitcoina spadła poniżej 100 000 dolarów w ciągu weekendu, by w poniedziałek odbić się i później osiągnąć rekordowy poziom blisko 123 000 dolarów kilka tygodni później.
Zakłady na duży napływ kapitału
Pomimo ograniczonego wycofania, duzi inwestorzy nadal pozycjonują się z myślą o długoterminowym wzroście. 28 lutego odnotowano znaczące zakupy opcji kupna wygasających w marcu, w tym:
1000 kontraktów z ceną wykonania 74 000 USD
4000 kontraktów z ceną wykonania 75 000 USD (ważnych do 27 marca)
Transakcje te odzwierciedlają oczekiwania na wiosenne ożywienie po pięciu miesiącach spadków.
Mimo pewnych konstruktywnych sygnałów eksperci QCP apelują o ostrożność, podkreślając, że kierunek zmian cen będzie nadal ściśle powiązany z rozwojem sytuacji geopolitycznej i szerszym otoczeniem makroekonomicznym.
Potencjalny sygnał kupna?
Dane sugerują, że większość inwestorów, którzy kupili Bitcoina w ciągu ostatnich dwóch lat, obecnie ponosi niezrealizowane straty. Analityk Crypto Dan uważa, że każdy dalszy spadek może stanowić atrakcyjną okazję do wejścia na rynek.
Twierdził, że na rynkach często działa „logika kontrariańska”, a do poważnych krachów dochodzi zwykle wtedy, gdy większość inwestorów zatrzymuje duże zyski, podczas gdy silne wzrosty zwykle zaczynają się wtedy, gdy większość jest pod presją.
Jego zdaniem spadek poniżej 60 000 USD zwiększyłby odsetek pozycji przynoszących straty, co spowodowałoby, że większość uczestników rynku — z wyłączeniem długoterminowych posiadaczy — poniosłaby stratę, co potencjalnie stworzyłoby idealną fazę akumulacji.
Podkreślił również, że brak jasnej strategii często prowadzi do wahania przy otwieraniu i zamykaniu transakcji, radząc inwestorom, aby w obecnych warunkach z wyprzedzeniem określili jasne zasady handlowe.
1 marca analityk CryptoTalisman stwierdził, że największa kryptowaluta w pełni odrobiła straty po wcześniejszej spadkowej sytuacji spowodowanej napięciami geopolitycznymi i presją makroekonomiczną.