Jen japoński osłabił się we wtorek w handlu azjatyckim w stosunku do koszyka głównych i drugorzędnych walut, wznawiając straty, które wczoraj chwilowo zatrzymały się w stosunku do dolara amerykańskiego, i ponownie zbliżając się do dwumiesięcznego minimum. Stało się tak, ponieważ na tle słabnących nadziei na rychłe zakończenie wojny z Iranem pojawił się odnowiony popyt na amerykańską walutę jako preferowaną alternatywną inwestycję.
Mimo spekulacji, że presja inflacyjna na decydentów Banku Japonii może się nasilić, oczekiwania na podwyżkę stóp procentowych w Japonii przed wrześniem pozostają niewielkie, ponieważ inwestorzy oczekują na dodatkowe dane dotyczące rozwoju czwartej co do wielkości gospodarki świata.
Przegląd cen
Dzisiejszy kurs jena japońskiego: dolar amerykański wzrósł o 0,2% w stosunku do jena do 157,96 ¥, z poziomu otwarcia wynoszącego 157,655 ¥, po osiągnięciu sesyjnego minimum na poziomie 157,52 ¥.
Jen zakończył poniedziałkowe notowania wzrostem o 0,1% w stosunku do dolara, co było pierwszym wzrostem w ciągu ostatnich trzech dni. Wzrost ten wspierały zakupy z niższych poziomów po wcześniejszym osiągnięciu dwumiesięcznego minimum na poziomie 158,90 jenów podczas sesji.
Dolar amerykański
Indeks dolara wzrósł we wtorek o około 0,15%, kontynuując wzrosty, które zostały wstrzymane w ciągu dwóch poprzednich sesji z powodu korekt handlowych i realizacji zysków z czteromiesięcznego maksimum. Odzwierciedla to odnowioną siłę amerykańskiej waluty w stosunku do koszyka światowych walut.
Prezydent USA Donald Trump powiedział w poniedziałek, że wojna będzie trwała do czasu ostatecznego pokonania Iranu, choć może się wkrótce zakończyć. Irańska Gwardia Rewolucyjna odrzuciła te uwagi jako nonsensowne i zapowiedziała wstrzymanie eksportu ropy naftowej z Bliskiego Wschodu.
Juan Perez, dyrektor ds. handlu w Monex USA, powiedział: „Ostatecznie dolar amerykański jest zawsze dobrą bezpieczną przystanią w niespokojnym świecie”. Dodał: „Ma on również tendencję do zyskiwania na wartości za każdym razem, gdy Stany Zjednoczone demonstrują jakąkolwiek siłę militarną”.
Japońskie stopy procentowe
Ceny podwyżki stóp procentowych o ćwierć punktu procentowego przez Bank Japonii na posiedzeniu w marcu pozostają stabilne na poziomie 5%, podczas gdy prawdopodobieństwo podwyżki o ćwierć punktu procentowego na posiedzeniu w kwietniu wynosi 35%.
Według najnowszego sondażu agencji Reuters Bank Japonii ma podnieść stopy procentowe do 1% do września.
Analitycy Morgan Stanley i MUFG napisali we wspólnym raporcie badawczym, że prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych w marcu lub kwietniu uznali już za niskie, jednak rosnąca niepewność związana z rozwojem sytuacji na Bliskim Wschodzie może skłonić Bank Japonii do przyjęcia jeszcze ostrożniejszej postawy, co jeszcze bardziej zmniejszy prawdopodobieństwo zacieśnienia polityki pieniężnej w najbliższej przyszłości.
Inwestorzy czekają na dodatkowe dane dotyczące inflacji, bezrobocia i płac w Japonii, aby móc zweryfikować te oczekiwania.
Amerykańskie indeksy giełdowe wzrosły w poniedziałkowej sesji, odrabiając znaczne straty odnotowane wcześniej, gdyż wojna na Bliskim Wschodzie i wynikający z niej wzrost cen ropy naftowej ożywiły obawy dotyczące presji inflacyjnej.
Obserwatorzy uważają, że gwałtowny wzrost cen ropy naftowej spowodowany wojną na Bliskim Wschodzie pomiędzy Stanami Zjednoczonymi a Iranem przywołuje wspomnienia kryzysu stagflacyjnego z lat 70.
Stagflacja to sytuacja, w której gospodarka USA zaczyna się kurczyć i wzrastać zauważalnie wolniej, podczas gdy inflacja nadal rośnie. Taki scenariusz jest uważany za jeden z najgorszych możliwych scenariuszy dla każdej gospodarki.
Wielu przedstawicieli Rezerwy Federalnej również zaczęło bić na alarm w sprawie polityki pieniężnej i trudnej sytuacji banku centralnego w obliczu rosnącej inflacji napędzanej cenami energii.
Jednak prezydent USA Donald Trump dolał dziś oliwy do ognia w swoim wystąpieniu dla korespondenta CBS News, stwierdzając, że wojna z Iranem może zbliżać się do końca.
Stwierdził: „Myślę, że wojna jest już w zasadzie zakończona”. Dodał: „Nie mają marynarki wojennej, łączności ani sił powietrznych”.
W następstwie tych komentarzy oraz apeli Międzynarodowej Agencji Energetycznej o uwolnienie rezerw ropy naftowej w celu rozwiązania kryzysu, ceny ropy spadły znacznie poniżej poziomu 90 dolarów po osiągnięciu poziomu 120 dolarów w poniedziałkowym handlu.
Pod koniec sesji indeks Dow Jones Industrial Average wzrósł o 0,5% (239 punktów) do 47 741 punktów, osiągając najwyższy poziom sesji na poziomie 47 876 i najniższy na poziomie 46 615 punktów.
Szerszy indeks S&P 500 wzrósł o 0,7% (56 punktów) do 6796 punktów, osiągając maksimum na poziomie 6810 i minimum na poziomie 6636 punktów.
Indeks Nasdaq wzrósł o 1,4% (308 punktów) do 22 696 punktów, przy maksimum sesji na poziomie 22 741 i minimum na poziomie 22 062 punktów.
Kiedy pod koniec 2025 roku cena ropy osiągnęła 55 dolarów za baryłkę, aktywność w branży wiertniczej i wydobywczej gwałtownie spadła. Kilka miesięcy później wybuchła wojna w Iranie, co podniosło cenę ropy West Texas Intermediate (WTI) powyżej 100 dolarów. Zwykle taki poziom cen sygnalizowałby znaczny wzrost aktywności wiertniczej. Jednak osoby z branży widzą coś innego.
Rosnące ceny ropy naftowej są tematem dominującym w nagłówkach gazet i debatach politycznych, jednak w rozmowach z przedstawicielami firm zajmujących się poszukiwaniem i wydobyciem (E&P) oraz dostawcami usług dla przemysłu naftowego nie pojawiają się one zbyt często.
Dziewiątego dnia operacji „Epic Rage” w rozmowie z dostawcą chemikaliów – właścicielem firmy zajmującej się szczelinowaniem hydraulicznym w Appalachach oraz firmy poszukiwawczo-wydobywczej w dorzeczu Powder River – nie wspomniano nawet o wojnie. Podobnie było w rozmowach z innym operatorem, kierownikiem ds. szczelinowania, kierownikiem ds. wierceń, dyrektorem finansowym, kontrolerem, zarządcą gruntów, a nawet kierownikiem biura.
Według autora, nikt nie mówi wiele o niedawnym wzroście cen, a tym bardziej go nie świętuje. Poza krótką wzmianką o potrzebie zabezpieczenia, większość reakcji sprowadza się do wzruszenia ramion i prostej postawy: „Korzystajmy z tego, póki możemy”.
Taka powściągliwa reakcja może zaskoczyć obserwatorów spoza branży, ale dla osób z jej otoczenia wydaje się ona normalna. Po latach gwałtownych wahań cen, branża stała się ostrożna. Powszechnie zakłada się również, że po zakończeniu wojny relacja podaży i popytu będzie wyglądać tylko nieznacznie inaczej, nawet jeśli ataki na infrastrukturę energetyczną tymczasowo zakłócą produkcję. Samo to nie wystarcza, aby uzasadnić ponowne uruchomienie platform wiertniczych, które niedawno zostały zamknięte.
Ryzyka geopolityczne są równie powszechne w przypadku wierceń, jak suche odwierty czy awarie mechaniczne. Chociaż premia wojenna w cenach ropy naftowej ma znaczenie, nie wystarczy, aby zbudować wokół niej cały program rozwoju.
W kwietniu 2020 roku branża zmagała się z kryzysem związanym z COVID-19, fatalną sytuacją na rynku szczelinowania hydraulicznego oraz kryzysem magazynowym, który doprowadził do spadku cen ropy WTI do minus 37 dolarów za baryłkę. Dwa lata później, w marcu 2022 roku, cena ropy osiągnęła poziom bliski 130 dolarów za baryłkę, po inwazji Rosji na Ukrainę. W ciągu kolejnych dziewięciu miesięcy w Ameryce Północnej przybyło około 100 platform wiertniczych, aż do początku 2023 roku, kiedy to ich liczba ponownie zaczęła spadać – trend spadkowy, który utrzymuje się od tamtej pory.
Gdyby cena ropy zbliżyła się do 120 dolarów za baryłkę, dyskusje w branży mogłyby stać się poważniejsze. Co ważniejsze, gdyby ceny utrzymywały się w okolicach 70 dolarów przez kilka miesięcy, aktywność prawdopodobnie wzrosłaby. Jednak przy nieczynnych platformach wiertniczych i pustych harmonogramach szczelinowania, firmy potrzebują czegoś bardziej konkretnego – czegoś bliższego pewności.
Krótkoterminowe zyski napędzane wojną prawdopodobnie znikną i wszyscy o tym wiedzą. Nie byłoby też zaskoczeniem, gdyby administracja Donalda Trumpa wprowadziła jakąś formę kontroli cen, podobną do polityki stosowanej we wcześniejszych czasach w przypadku ropy naftowej i biletów lotniczych.
Na razie nic się nie zmieniło. Nie odnotowano wzrostu liczby zapytań ofertowych (RFP), a operatorzy nie dzwonią w sprawie rezerwacji terminów w harmonogramach szczelinowania. Nawet ataki rakietowe nie przełamały stagnacji panującej obecnie na rynku ropy naftowej.
W sektorze usług naftowych takie czasy naznaczone są oczekiwaniem i obserwacją. Nikt nie chce podejmować wysiłków przedwcześnie. Może później – ale jeszcze nie teraz.
Zdaniem analityka artykułu, aby aktywność rzeczywiście przyspieszyła, konieczne będzie wystąpienie dwóch czynników:
Zmiana globalnej równowagi między podażą a popytem.
Długotrwała wojna, która w rzeczywistości może być tym samym czynnikiem.
Obecnie jedyną siłą zdolną do znaczącej zmiany równowagi podaży i popytu byłaby długa wojna. To jednak zajęłoby czas i wątpliwe jest, aby wyborcy tolerowali ciągłą kampanię bombardowań trwającą miesiące.
Dodatkowe środki pieniężne wygenerowane w ciągu dziewięciu dni konfliktu prawdopodobnie zostaną przeznaczone na dokończenie niektórych wcześniej wywierconych, ale nieukończonych odwiertów (DUC). Bardziej prawdopodobne jest jednak, że pieniądze zostaną przekazane akcjonariuszom, a nie przeznaczone na usługi związane z polami naftowymi. Dostawcy kapitału prawdopodobnie nie udostępnią w najbliższym czasie nowych środków, a krzywa cen ropy naftowej nie uległa znaczącej zmianie.
Podobnie jak wielu innych poszukujących lepszych możliwości, autor wziął udział w tegorocznej konferencji NAPE – targowisku, na którym kapitał spotyka się z możliwościami inwestycyjnymi. Jego firma poszukiwawczo-wydobywcza nie miała stoiska, choć wielu znajomych, którzy oferowali oferty, miało.
Najbardziej rzucał się w oczy wyraźny podział między tymi, którzy mieli kapitał, a tymi, którzy go nie mieli. Poszukiwacze okazji przypominali niechcianych uczniów na szkolnej potańcówce, stojących cicho w zakurzonych kątach sali. Tymczasem „fajni ludzie” to ci, którzy dostarczali kapitał: firmy private equity z dużymi boksami wypełnionymi kanapami i leżakami, obok banków, brokerów i prywatnych dostawców kapitału.
Pojawiają się też historie o powiązaniach z biurami rodzinnymi – tymi „jednorożcami”, o których każdy słyszy, ale rzadko się z nimi spotyka.
Transakcje nadal mogą być zawierane, często poprzez networking i wcześniej umówione spotkania. Jednak struktura tych transakcji opiera się na tym, co insiderzy nazywają „złotą zasadą”: kto ma złoto, ustala zasady.
Gdyby cena ropy ustabilizowała się na poziomie 90 dolarów przez dłuższy czas, sytuacja by się odwróciła. Właścicielami okazji byliby ci, którzy mieliby wygodne loże i kawiarnie. Ale dziś tak nie jest.
Nawet przy rosnących cenach, inwestorzy nastawieni na spadek cen prawdopodobnie poczekają na upadek ostatniej rakiety, zanim natychmiast ponownie obniżą ceny. Tylko poważne zakłócenia w dostawach – takie jak zniszczenie infrastruktury naftowej lub sabotaż, taki jak pożar kuwejckich szybów naftowych podczas wojny w Zatoce Perskiej w 1991 roku – mogłyby znacząco zmienić sytuację.
W przeciwnym razie rynek w końcu powróci do cen baryłki ropy, ostatnio szacowanych na około 50 dolarów za baryłkę. Poziom ten jest niepożądany, ponieważ jest zbyt niski i napędza ekstremalną zmienność cykliczną.
Ale cena ropy na poziomie 90 dolarów jest również zbyt wysoka, aby zbudować wokół niej stabilny biznes. Z tego powodu – i ponieważ kapitał nadal dyktuje zasady – firmy poszukiwawczo-wydobywcze zachowają ostrożność, a firmy usługowe będą nadal borykać się z problemami, dopóki siły rynkowe nie zrównoważą podaży i popytu poprzez konsumpcję, a nie wojnę.
Dolar kanadyjski osłabił się w poniedziałek względem dolara amerykańskiego z poziomu bliskiego najwyższemu od prawie miesiąca, jednak nadal notował zyski w stosunku do niektórych innych walut G10, ponieważ wzrost cen ropy naftowej spowodowany wojną na Bliskim Wschodzie wpłynął na nastroje inwestorów.
Kanadyjska waluta, znana jako „loonie”, straciła 0,1% do 1,3585 CAD za dolara amerykańskiego, czyli 73,61 centów amerykańskich, po osiągnięciu najwyższego poziomu od 11 lutego, wynoszącego 1,3523 CAD na początku sesji. Tymczasem dolar kanadyjski zyskał 0,2% w stosunku do euro.
Mark Chandler, główny strateg rynkowy w Bannockburn Global Forex, powiedział: „Wiele osób dostrzega siłę dolara kanadyjskiego i jego względną stabilność, wiążąc to z wyższymi cenami ropy naftowej”.
Dodał: „Jednak trwalsza, długoterminowa relacja polega na tym, że gdy dolar amerykański jest silny, Kanada zachowuje się jak jego odpowiednik. Gdy dolar amerykański rośnie, dolar kanadyjski ma tendencję do wzrostu również w stosunku do innych walut”.
Dolar amerykański, uważany za bezpieczne aktywa, zyskał na wartości w stosunku do koszyka głównych walut, podczas gdy akcje na Wall Street spadły z powodu obaw, że przedłużający się konflikt na Bliskim Wschodzie może zakłócić globalne dostawy energii i wpłynąć na wzrost gospodarczy.
Zarówno Stany Zjednoczone, jak i Kanada są dużymi producentami ropy naftowej, a ceny surowca wzrosły do prawie czteroletniego maksimum 119,48 USD za baryłkę, po czym nieznacznie spadły.
Publikacja kanadyjskich danych handlowych za styczeń planowana jest na czwartek, a raport o zatrudnieniu za luty – pod koniec tygodnia. Jednak wpływ tych danych na decyzję Banku Kanady w sprawie stóp procentowych, oczekiwaną w przyszłym tygodniu, może być ograniczony.
Chandler powiedział: „Obawiam się, że wojna sprawiła, że wszystkie dane ekonomiczne stały się nieaktualne lub mniej istotne”.
Dane opublikowane w piątek przez amerykańską Komisję ds. Handlu Kontraktami Terminowymi na Towary pokazały, że spekulanci ograniczyli bycze zakłady na dolara kanadyjskiego, a liczba długich pozycji netto poza sektorem komercyjnym spadła do 21 050 kontraktów na dzień 3 marca, w porównaniu z 27 578 w poprzednim tygodniu.
Na kanadyjskim rynku obligacji rentowność kształtowała się w sposób zróżnicowany, przy czym rentowność obligacji dwuletnich wzrosła o 3,8 punktu bazowego do 2,674%, a rentowność obligacji dziesięcioletnich spadła o 1,5 punktu bazowego do 3,399%.